maj, 2009

Dla Niego…

Wirydiana

jesienny zefirek
odkrył barwę duszy
oddechem otulił
złoto mego świata
czuję Go zwiewnego
w drżeniu płatków róży
krucha nić radości
wibruje z Nim w drzewach
szum jestestwa koi
szarość labiryntu…

No responses yet

jeśli nie przyjdziesz

Poświatowska Halina

świat będzie uboższy
o tę trochę miłości
o pocałunki które nie sfruną
w otwarte okno

świat będzie chłodniejszy
o tę czerwień
która nagłym przypływem
nie rozżarzy moich policzków

świat będzie cichszy
o ten gwałtowny stukot
serca poderwanego do lotu
o skrzyp drzwi
otwieranych na oścież

drgający żywy świat
zastygnie
w kształt doskonały nieomal
geometryczny

No responses yet

Ama

Miciński Tadeusz

Moja tygrysica biękitnooka,
na hebanowym łożu wyciągnięta,
jedwab kaszrnirski otula ją - śni.
Szemrzą strumyki wśród araukaryj. -
Kazałem do marmurowej sali
wpuścić lwa olbrzymiego z gór Atlasu.
Wsunął się niemy - z piorunami w ślepiach.
Obszedł mnie w krąg, nie racząc spozierać.
Zwarłem drzwi na łańcuch
i z miradoru patrzę
wśród purpurowo-złoto-biękitnych arabesek.
Ama ocknęła się -
moręgowatym ogonem wyrażając radość -
leniwo - niby odaliska - szła ku lwu pustyni.
Lecz on drapieżną opętany chucią
runął, jak z góry oberwana skała.
Zwarli się -
i czworgiem łap wyskoczył w powietrze -
- czarna jaskinia mignęła pod brzuchem.
Ama łyskawicą wysunęła się - kłąb
sinych wężów niosąc w paszczy - wnętrzności lwa.
Z pustą ziejącą otchłanią zataczał się
i z wolna obchodził lew jamę krwi konając.
Jak na wieczornych przechadzkach nad morzem,
łasiła się do mej ręki Ama - od lwa nie tknięta -
tylko bardziej leniwa pokłada się u mych nóg -
i nie mogła wstać.
Cierpiąc patrzała na mnie tajemniczym blaskiem,
a w oczach jej morze gasło i ciemniało.

No responses yet

Mokre wakacje

Górka Sylwia

Rozpłakało się lato za oknem
Drży na wietrze samotnie i moknie
Pogubiło gdzieś piegi po drodze
Nabiedziło, namarzło się srodze
Może spotka w wędrówce swej słońce
I przemieni się w lato gorące
I rozżółcą się słońcem kaczeńce
Zajaśnieją maki rumieńcem
Rozśpiewają się świerszcze wśród traw
W trzcinach zamruczy staw
Jeszcze żaby dołączą do chóru
A wiatr pięknie zagwiżdże do wtóru

No responses yet

Braki, odrzuty, produkty zastępcze

Barańczak Stanisław

Więc to już zawsze tak, już zawsze zamiast
gwiazdy pierwszej świetności dorsz drugiej świeżości,
więc zawsze ziemia sztucznym miodem, rozwodnionym
mlekiem będzie płynęła, a w księdze przeznaczeń,
odbitej na papierze piątej klasy, zawsze
gdzieś w środku będzie brakować arkusza?

Więc to już zawsze, tak, jak zawsze. Zamiast
ostatecznej jasności i pierwszej jakości
przed oczami wciąż będą paczące się drzwi
z obluzowaną klamką, a nie rajskie wrota.
Objadając się śpiesznie przy chwiejnym stoliku
przecenionym bigosem, jakże tu wyszeptać:

No responses yet

Older Posts »