marzec, 2010

W lesie listopadowym

Harasymowicz Jerzy

Wokół góry góry i góry
I całe moje życie w górach
Ileż piękniej drozdy leśne śpiewają
Niż śpiewak płatny na chórach

Jak łasiczki ścieżka w śniegach
Droga życia była kręta
Teraz z lasów zeszła na mnie
Młodych jodeł zieleń święta

Nie ludzką ręką malowany
Jest wielki smutek duszy mojej
Lecz nawet złockiej ikonie
Ja nigdy nic nie powiem

Ważne są tylko modre kopuły pieśni
Które na górze wysokiej zostaną
Nikt nie szuka inicjałów cieśli
Gdy cieśle dom postawią

Przyjaciele drodzy którzy jemioły czcicie
Dobrze że chodzicie światem
Wkrótce jodełkę zieloną spalicie
Aby darzyła was ciepłym latem

Wokół lasy i wiatr
I całe życie w wiatru świstach
Wszyscy których kocham wita was
Modrzewia ikona złocista

No responses yet

Biernacki Mikołaj

Biernacki Mikołaj, pseudonim Rodoć (1836-1901), poeta, satyryk. Ukończył Instytut Szlachecki w Warszawie, do 1863 był urzędnikiem Komisji Spraw Wewnętrznych Królestwa Polskiego, następnie gospodarował w swoim majątku w Siedleckiem, 1874 przeniósł się do Galicji.

Redagował 1878-1881

No responses yet

Ropucha

Pawlikowska-Jasnorzewska Maria

Ropucha wyszła z trawy i siadła na ziemi,
przeciągnąwszy się z trudem przez zeschnięty patyk.
Patrzy prosto przed siebie ślepiami złotemi,
dysząca bryła ciała w jadowity batik.

Musztardowa w kwadraty ciemniejsze i bledsze,
z bryzgiem martwego złota na każdym kwadracie,
siedzi - śni, Nagle skacze wysoko w powietrze
jak wiedźma rozpłaszczona na swojej łopacie.

No responses yet

zmieniony

Kate

Widzę cię, a jednak to nie ty.
Patrzysz w przestrzeń, ronię łzy.
Myślałam, że uczucie to niewzruszone
pozostanie niczym skała.
Nietrafna była to pochwała.
Wystarczył lekki wiatr
i nasze uczucie zjadł
Zmieniłeś się
z dnia na dzień.
Spojrzałam na Ciebie ten ostatni raz
W twoich oczach głaz
Usunełam się, znikłam
zmarniałam, zlichłam
odeszłam…

No responses yet

Pierścień

Brzechwa Jan

Dom nasz stoi za górami, za miedzami, w ciemnym lesie,
A na progu leży pierścień i już nikt go nie podniesie.

Jeśli przyjdziesz do nas rankiem, pokrzywami cię wystraszę,
Byś oczami zielonymi nie patrzyła w szczęście nasze.

Jeśli przyjdziesz w czas powszedni, w czas leniwy, poobiedni,
Złymi psami cię wyszczuję, bo jesteśmy źli i biedni.

A gdy przyjdziesz o północy, poprzedzona obłokami,
Gdy spotkamy się, jak dawniej, nieomylnie tacy sami,

Będę karmił cię słowami, będę karmił cię gwiazdami,
Będę karmił cię wilczymi, trującymi jagodami.

No responses yet

Older Posts »