Samotność.
Graczyk Karol
Byłem z nim pięć lat w jednej budzie,
Tak nam nakazali żyjący obok ludzie.
W największe chłody wciąż w siebie wtuleni
(Sz)czekaliśmy na ciepłe jedzenia zamyśleni.
Tak miało być zawsze, do wspólnego końca,
Niestety dziś mrok przysłonił ostatni zachód słońca.
Robiło się ciepło, (sz)czekaliśmy, aż nadejdzie lato,
Budę mieliśmy ciepłą, wyłożoną jakąś watą.
Rano uciekł z kojca, robił to już nie raz,
Bawiło to nas, lecz świat skończył się teraz.
Wybiegł na ulicę, pisk opon, jego przerażenie,
Tak łatwo odchodzi tak piękne istnienie.
Nie wiedziałem, co robić, wyłem z bezsilności,
Przez myśl przeszły wspomnienia pełne radości.
Cztery metry od naszej chatki w kojcu
On na jezdni leżał zbezczeszczony,
Po raz ostatni podniósł głowę i otworzył oczy,
Spojrzał na mnie, zawyłem nieszczęśliwie,
Jego ciało zabrali tej bezchmurnej nocy,
W myślach wspomnienia z nim wciąż żywe.
Graczyk Karol - inne:
One response so far
Smutne, a zarazem tak piękne.