'Bulzak Justyna'

o wieczności

Bulzak Justyna

Czy wieczność wie
Czym dla nas jest
Być nieskończonym?
Wszak sama Jest
Byciem niezmiernym
I niezmierzonym
(jak nasz czas)

Czy wiemy my
Co dla wieczności
Znaczy konanie?
Wszak zawsze była
Będzie i jest
W bezkresnym stanie
(jak Jej czas)

No responses yet

Rozpacz rozstanna

Bulzak Justyna

Nie potrafię zasnąć, tknięta suchym łkaniem
Powstrzymując zgryzot nieustanne fale
Pomnąc na okrutne naszych rąk rozstanie
Odkąd płyną serca w beznamiętnym szkwale

Naszych spotkań czasy różne miały smaki
Każde je pamiętam: Słodkie i gorzkawe
Nawet najuboższe, choć bogate – w braki
Wspomnień czar smakuję jak chwalebną strawę

Smutków nie pojmuję, za małą mam głowę
Dosyć mam uchybień w których się zatracam
Rozpełzły mi myśli wolne, nie miarowe
Resztki zbędnych pokus niepomiernie stracam

Czas nas nie oszczędza, strąca nasze głowy
Nurza nas w otchłani przywar i nicości
Śmierć znudzona jęczy, zerka, kto gotowy
Dzierży senne miecze do nieprzytomności

No responses yet

Drążą umysły niespokojne

Bulzak Justyna

Drążą umysły niespokojne
Niestłumione snując braki
Stoją ciała niepokorne
Dorosłe, przeklęte dzieciaki

Przebierając w odpadach uczuć
Szukają swego przeznaczenia
W stosie zaklęć, lawinie ukłuć
Znajdują cień przebaczenia

Nie wiedząc, którędy iść
Nie widząc żadnych perspektyw
Lubując się w rozpasaniu
Pośród życia bez korekty

Mając bez drogowskazów
Kręte szlaki wojen
Nie potrafią się pogodzić
Ze spokojem

Budują mury każdy wokół siebie
Stawiają fortece i mosty nietrwałe
A sens życia wieszają na niebie
I rzucają mu spojrzenia niedbałe

Porwane wichrem uniesień
Spadają na twarde realia
Sieją chwasty nienawistnych wskrzeszeń
Pod które składają fekalia

Nie wiedząc, którędy iść
Nie widząc żadnych perspektyw
Lubując się w rozpasaniu
Pośród życia bez korekty

Mając bez drogowskazów
Kręte szlaki wojen
Nie potrafią się pogodzić
Ze spokojem

No responses yet

Do mojej świątyni

Bulzak Justyna

Istniała sobie moc zwykłości
Niezwykłej dla jasnej prawości
A niebo, chociaż jaśniało
Szumiało i gromy zsyłało

Niezwykłe to niebo było, bezptaszne
Potężne i silne i straszne
Ze skroni ludzi, co nieczyści
Spływał krwawy pot nienawiści

Wiatr wzmógł się, choć niebo czyste
Gorący on był, zaiste
W bezruchu słyszeli testament
I ustał wszelki ich lament

I wszelka istota co trwała
Zamarła w miejscu, gdzie stała
Bo to wszystko, co się ruszało
W locie, ruchu, w geście umierało

Nie była to burza, lecz cud
A ryby z wszelkich wód
Co pod ziemią szumiały
Nie trwały już, nie pływały

I ludzie skończyli gonitwy
Lecz nie nosili modlitwy
I nastał dzień, po dniu chwały
I serca się rozpadały

I było Królestwo, jaśniało
Co dla nich nie istniało
Choć dawno przyszło i trwało
Dla nich nic się nie działo

Jak dawniej mijały im czasy
Choć znikły łąki i lasy
I pola, choć schły – dla nich były
I rzeki, nie płynąc – im żyły

Choć ludzkie dni przeminęły
Potęgi uśpione runęły
Dla nich wciąż były, bo trwały
Dla nich niebyty istniały

Nawet mówiono: By było
„Było by, gdyby By było
Stawały by się, ale przeszły”
Nie wiedząc, że Rządy nadeszły

Ja wiem – będąc żywi – są trupy!
Rześkością się żywiąc - są trupy
Bo duszą się swoją niewiedzą
Myśląc, że w potędze siedzą

I ja będąc tu jestem trupem
Chowam się pod swa skorupę
Choć życie – jak piołun – goryczą
Nie jestem z tych, co dni swe liczą

Ma tarcza jest słaba, ma tarcza
Nie broni mnie, choć innym starcza
Najsłabsza jestem wśród słabych
Najradsza z ogromu nie radych

Całuję swój całun niemocy
Drąc go na strzępy wśród nocy
Nie jestem! Nie ma mnie! Umieram!
Wśród oczu wszelkich się ścieram

Drę ziemię palcami małymi
Płaczę przezroczysta z głupimi
Nie ma mnie! Nie ma! Jestem chora
Biegnę, choć nikt mnie nie wola

Szarpią mnie sępy podłości
Skubiąc mnie z mięsa i z kości
Dziobią na strzępy kosmate
Roznoszą twory skrzydlate

Nie ma mnie! Nie ma wśród bytu
Zostałam na karcie zeszytu
Strzępem się stałam za wcześnie
Błagając, by tylko we śnie

Znicowiałam tak jakoś ospale
Czułam? Nie czuję wszak wcale
Błogie unoszą mnie czasy
Nie brak mi ciała, ni krasy

Wodzę oczami po ciele
Bo wyżej się nie ośmielę
Jestem nie będąc? Minęłam?
Nie! Wiem już – nie przeminęłam!!!

Patrzę dokoła siebie…
Przyjemnie jest patrzeć na siebie!
Niech słońce rozjaśni te słowy
Lecz ja… Nie uniosę głowy.

No responses yet

Zapadł zmrok

Bulzak Justyna

Zapadł zmrok
Na niebie ptaków sznur odleciał już
Zapadła noc
Nie widać jak na drzewach osiadł kurz
Odleciał dzień
Już nie targa moich uczuć zanim
Zmoży mnie sen
Nauczę się jak walczyć z podświadomością mą
Wszysko co dalekie
Teraz bliskie jest
I pojdę dalej wydeptaną drogą
Każdy chce
Nieliczni mogą

No responses yet

Older Posts »