Bulzak Justyna
Istniała sobie moc zwykłości
Niezwykłej dla jasnej prawości
A niebo, chociaż jaśniało
Szumiało i gromy zsyłało
Niezwykłe to niebo było, bezptaszne
Potężne i silne i straszne
Ze skroni ludzi, co nieczyści
Spływał krwawy pot nienawiści
Wiatr wzmógł się, choć niebo czyste
Gorący on był, zaiste
W bezruchu słyszeli testament
I ustał wszelki ich lament
I wszelka istota co trwała
Zamarła w miejscu, gdzie stała
Bo to wszystko, co się ruszało
W locie, ruchu, w geście umierało
Nie była to burza, lecz cud
A ryby z wszelkich wód
Co pod ziemią szumiały
Nie trwały już, nie pływały
I ludzie skończyli gonitwy
Lecz nie nosili modlitwy
I nastał dzień, po dniu chwały
I serca się rozpadały
I było Królestwo, jaśniało
Co dla nich nie istniało
Choć dawno przyszło i trwało
Dla nich nic się nie działo
Jak dawniej mijały im czasy
Choć znikły łąki i lasy
I pola, choć schły – dla nich były
I rzeki, nie płynąc – im żyły
Choć ludzkie dni przeminęły
Potęgi uśpione runęły
Dla nich wciąż były, bo trwały
Dla nich niebyty istniały
Nawet mówiono: By było
„Było by, gdyby By było
Stawały by się, ale przeszły”
Nie wiedząc, że Rządy nadeszły
Ja wiem – będąc żywi – są trupy!
Rześkością się żywiąc - są trupy
Bo duszą się swoją niewiedzą
Myśląc, że w potędze siedzą
I ja będąc tu jestem trupem
Chowam się pod swa skorupę
Choć życie – jak piołun – goryczą
Nie jestem z tych, co dni swe liczą
Ma tarcza jest słaba, ma tarcza
Nie broni mnie, choć innym starcza
Najsłabsza jestem wśród słabych
Najradsza z ogromu nie radych
Całuję swój całun niemocy
Drąc go na strzępy wśród nocy
Nie jestem! Nie ma mnie! Umieram!
Wśród oczu wszelkich się ścieram
Drę ziemię palcami małymi
Płaczę przezroczysta z głupimi
Nie ma mnie! Nie ma! Jestem chora
Biegnę, choć nikt mnie nie wola
Szarpią mnie sępy podłości
Skubiąc mnie z mięsa i z kości
Dziobią na strzępy kosmate
Roznoszą twory skrzydlate
Nie ma mnie! Nie ma wśród bytu
Zostałam na karcie zeszytu
Strzępem się stałam za wcześnie
Błagając, by tylko we śnie
Znicowiałam tak jakoś ospale
Czułam? Nie czuję wszak wcale
Błogie unoszą mnie czasy
Nie brak mi ciała, ni krasy
Wodzę oczami po ciele
Bo wyżej się nie ośmielę
Jestem nie będąc? Minęłam?
Nie! Wiem już – nie przeminęłam!!!
Patrzę dokoła siebie…
Przyjemnie jest patrzeć na siebie!
Niech słońce rozjaśni te słowy
Lecz ja… Nie uniosę głowy.
Tags: Broni, Chora, Cud, Dni, Jest, Jestem, Lament, Niebo, Pod, Pot, Ryby, Swa, Swe, Testament, Wiem, Wola