'Crostooberian Preliberia'

nigdy nie jest tak źle żeby nie wierzyć że będzie lepiej

Crostooberian Preliberia

nigdy nie jest tak źle żeby nie wierzyć że będzie lepiej
przecież świat jakoś tam idzie sobie w przód
nigdy nie jest tak źle żeby nie wierzyć
że jutro będzie lepiej że życie i że Bóg

nawet jeśli łamie się ostatnia deska ratunku
gdy cały świat odwraca się do nas plecami
mimo wszystko mimo tego że tak jest
trzeba żyć nadzieją i żyć marzeniami

wśród smutnych dróg są przecież też te wesołe
trzeba szukać miejsc pięknych i pełnych gorąca
nie widzieć cudu w czymś czego nie ma
lecz widzieć cud choćby w zachodzie słońca

żyj tak jakby to co jest miało się skończyć
tak jakby miało umrzeć za chwilę
żyj nigdy niczego nie żałując
jakbyś był takim chwile żyjącym motylem

No responses yet

umarłszy nie powrócę na ziemię

Crostooberian Preliberia

umarłszy nie powrócę na ziemię już nigdy
będę błądzić gdzieś po bezkresach nieistnienia
z małym bukiecikiem róż w przezroczystych dłoniach
będę szukać swego utraconego przez śmierć cierpienia

bo w tym przeoranym żyłkami pełnymi krwi cierpieniu
znalazłam swój mały azyl cichą przystań i dom
znalazłam tam odbicie własnej duszy
spoczynek jak na samym dnie morza gdy wokół szaleje burza i sztorm

będę siedzieć w próżni czasu
w małym tunelu czasoprzestrzeni
aż gdzieś ujrzę twą twarz
i znów będę cierpieć i wszystko znów się odmieni

a potem opuszczę dłonie bez nadziei
zagubiona w szukaniu ciebie - życiodajnego chleba
i będę szukać nigdy cię nie znajdując
głupia nie wiedząc że ty na pewno poszedłeś do nieba

No responses yet

napisz mi coś życiowego

Crostooberian Preliberia

Napisz mi coś życiowego
Może narysujesz baranka
Pozwolisz uwierzyć w baobaby
I nie umierające wulkany energii
Zakopane w złożach nadziei

Może zapoznasz mnie z różą
Pozwolisz poprowadzić z nią rozmowę
Konwersację
A może polemikę
Przecież ja i one to dwa światy
Zrodzone z różnych ziaren

Powoli baranki zamieniają się w bezsenność
Róże w ilość kolców
Gdzieś na plecach wyrastają baobaby problemów
Wulkany tragedii wybuchają

A Mały Książę powoli macha mi na pożegnanie
Ręką zrodzoną przez sen
Odchodzi
Już nie będziemy gadać
Powoli urywa się nasza więź
Nie rozumiem już go
Zaczyna się dziwnie zachowywać

Potem przyszedł ostatni raz
Usiadł na kawałku prześcieradła
Podarował obrazek z barankiem
Ostatnia rzecz jaka mi po nim pozostała

Drogi Książę wróć
Pozwól mi wiecznie być dzieckiem
Mały Książę nie słucha
Odchodzi bo wie
Że koleją rzeczy naszego życia
Dorośleję

Narysuj mi baranka pozbawionego dzwonka
Ze złota na wełnianej szyi
Pozwól mi widzieć baranka
Wierzyć w gadające róże
Patrzeć przez ściany do wnętrza
Pudełek i serc

Pozwól wiecznie być dzieckiem

No responses yet

chadzał ulicą z cukierkiem w dłoni

Crostooberian Preliberia

chadzał ulicą z cukierkiem w dłoni
i kopał przydrożne kamienie
patrzył jak śmieją się usta małe
i dziwił się że tyle może być radości w takim małym ciele

patrzył jak biegały po podwórzu
jak każdy z nich śmiał się i szlochał
czuł ciepłe bicia ich serc
i wielką miłością je pokochał

gdy nadszedł dzień końca
wdział czarny płaszcz i uciekał między polany
wiatr rozwiewał jego białe włosy
gdy upadł twarzą do ziemi cały zapłakany

gdy ujrzał potem zimne ciało w tych małych dłoniach
stanął nad dziećmi z rozłożonymi rękami
płakał wodą i krwią mętną
nad tymi małymi sierotkami

a potem ukląkł anioł stróż spod numeru piątego
i płynęły po jego twarzy łzy jakby woda
tak oto ocierając łzy kawałkiem dłoni
przestał wierzyć w boga

przestał wierzyć w anioły
lecz nie przestał szlochać
nie przestał o nich myśleć
i te dzieci kochać

i spojrzał wtedy na nie
które ze złożonymi rękoma się modliły
nie trzeba mieć skrzydeł żeby być aniołem pomyślał
i w jego oczach łzy się zaświeciły

No responses yet

zapiję się na śmierć

Crostooberian Preliberia

zapiję się na śmierć
kieliszkiem nieudanych miłości
alkoholem nieudanych łez
trunkiem wymarzonych miłości

bo tak dobrze mi jest
gdy gorąca krew otula moje ciało
gdy jest mi ciepło i przyjemnie
gdy przyjemności nie jest mi za mało

potem jednak ponownie budzi się łaknienie
i znowu muszę pić
sztucznie podtrzymywać akcję serca i krwi
udawać że żyję i sztucznie żyć

tak bolą te dni
gdy nie ma alkoholu miłości
gdy głód sprawia ból
wywołując mdłości

mówią że jak się chce to się da
uwolnić ze szponów nieudanych miłości
wyrzucić butelki totalnych kłamstw
powrócić do trzeźwej rzeczywistości

ja tak bardzo chcę
ponownie naprawdę być i śnić
z radością przyjmować każdy dzień
żyć po prostu żyć

próbowałam raz
odstawić butelki na półki niepotrzebności
szłam trzeźwa po pijanej linii życia
lecz ponownie utopiłam się w ciemności

alkohol koi zmysły
łagodzi ten okropny ból w sercu i kościach
a co najważniejsze
pozwala zapomnieć o nieudanych miłościach

No responses yet

Older Posts »