Niewola
Janiszewski Dawid
Kolejny szary dzień
przez oczy przeleciał
został tylko mój cień
mój duch już dawno uleciał
Patrząc na innych
nie widzę już siebie
nie wskazuję winnych
ja to zacząłem w gniewie
Zły na wszystko
dla odprężenia
upadłem nisko
teraz żyję od niechcenia
Nie mam już rodziny
widzę tylko ich plecy
z pamięci pozostały strużyny
taki ze mnie imbecyl
Chce z tym skończyć
nie potrafię, nie umiem
znowu do życia dołączyć
rozpacz w sercu tłumie
W zamknięciu się lecze
żyje jak warzywo
młodość ze mnie ciecze
chcę rozpalić duszy krzesiwo
Nie wróciłem do zdrowia
dzierży mnie operacji stół
boli mnie w okolicach tułowia
z rozpaczy serce pękło na pół
Dziwnie się czuje
jestem wykończony
w radości lubuję
z nałogiem rozdzielony
Nie zobaczę siebie
jako starca miłego
widzę siebie w niebie
jako od nałogu uwolnionego.