'Kierpiec Grzegorz'

Domi

Kierpiec Grzegorz

Odeszłaś jak słońce, które zachodzi
By znów wzejść pełne radości
Ty jednak nie wschodzisz jak kwiat pachnący
Zgasłaś już dla mnie
Choć nadal gdzieś żyjesz
Na antypodach przebywania
Żyjesz nie dla mnie
Lecz dla innego, również godnego twojego kochania

Kiedy się tam wybierzemy
W świat inny poza nim samym
Swoją ukrytą miłością prowadzeni
Znajdziemy siebie odkryjąc na nowo.

No responses yet

Nieznajoma miłość

Kierpiec Grzegorz

Kochałem cię choć wcale nie znałem
Znałem choć nigdy nie poznałem
Poznałem choć nadal nie widziałem
Widziałem choć wciąż nie miałem

Nieznałem cię i nie znam i nigdy nie poznam
I choć cię nie znam czasem cię widzę
Gdzieś w duszy mam cię i słyszę
Istniejesz we mnie w absurdzie jaźni
Cudowny wytworze wyobraźni

W objęciach twych słodyczy ust
Niebiańskie serc rozkoszy
Prowdzisz mnie do rajskich wrót
Skąd zrzucisz w dno otchłani

Na skrzyżowaniu naszych ciał żarem rozpalnych
Doznaję wciąż tej samej jaźni
W śród sennych zbliżeń się kończących

Być z tobą dniem i nocą
Wśród burzy namiętności
Całować cię i kochać
Iluzją wierzyć namiętności

Patrzysz na mnie przeźroczyście
Blaskiem oka swej jutrzenki, odkrywając i nadając
Sens mej egzystencji

Zapomnieć o tobie czy to ma sens?
Skoro cię nie znam, a jednak wciąz kocham
Chcę ci zaufać, sobie nie ufam
Więc jak mogę zaufać tobie skoro we mmnie trwasz?

W swej niepoznawalności i niewyrażalności
Jesteś niczym, a wszystkim zarazem
Obcą imaginacją mojej miłości
Zmysłowym i namiętnym pocałunku obrazem

Jesteś częścią mego życia
Duszą mojej duszy
Odzierając mnie z fantazji okrycia
Przytulasz i okrywasz swym ciałem niebycia

Oddając się na pastwę nieistnienia
W swym świecie szaleństw i rozkoszy
Duszę mą przenika radość zapłakania
Odchodzi gdzieś na skraje zapomnienia
Żegnając cię na zawsze ukochana nigdy nie poznana.

No responses yet

Teraz

Kierpiec Grzegorz

Jestem, który nie jestem, Ty za

No responses yet

Kamila

Kierpiec Grzegorz

Wci

No responses yet

Do nikogo

Kierpiec Grzegorz

Gdzieś tam w oddali słyszę jak mnie wołasz
Lecz tak nie wyraźnie, że czasem odchodzę
Patrzę na ciebie, gdy samotnie konasz
Patrzę i uwierzyć nie mogę
Ty jetseś przy mnie i wciąż na mnie czekasz.

Lecz cóż to za radość gdy cie nie ma przy mnie
Twego uśmiechu promienia nadzieji
Twych włosów rozpuszczonych na wiatru powiewie
Twego szeptu kojącego zranienie

Cóż to za radość ze wszystka na świecie
Bez tego jednego co zwie się ocalenie,
Które dać możesz jedynie Ty
Ty, który dajesz miłości zbawienie.

Gdzież, więc ta miłość życie dająca?
Zawisłaś na krzyżu wśród mąk bolejąca.
Czas to uczynił, podnosząc dumnie tryiumfalne czoło
Że, znów dokonał śmierci Miłości.

Lecz to jeszcze nie koniec, nie może być końca,
Bo to opowieść o przygodzie serca,
Które przetrwa czas i oddalenie
By cię znów spotkać ma luba, może dopiero, aż w niebie.

No responses yet

Older Posts »