'Kowalczewski Sławomir'

Tak bardzo…

Kowalczewski Sławomir

tak bardzo chcę Cię spotkać w krainie snów
zjawiać się dla Ciebie w umówionym miejscu
w którym czas przestaje płynąć na życzenie
pod magicznym drzewem życia czekać znów
na magiczny dotyk Twoich chłodnych dłoni

tak bardzo tęsknię za Tobą i tak bardzo pragnę
wejść za Tobą do tajemniczego zamku uczuć
uwięzionych tam przez Codzienność bez litości
bez wyroku, bez jednej kropli krwi i bezterminowo

chcę pokonać wspólnie wszystkie pułapki i smoki
w tajemnym korytarzu mając Ciebie za przewodnika
stworzyć jedność, poznać myśli ukryte w kryształowej kuli

odkryć razem z Tobą tajemnicę jasnego światła
które od wieków kusi śmiertelnych obietnicą…

wiecznego życia czy eliksiru zapomnienia?

Płock, 8 luty 1999

No responses yet

Teraz żegnaj…

Kowalczewski Sławomir

Teraz żegnaj
Nikt prócz mnie nie zobaczy twoich łez
Nie usłyszy krzyku Twoich myśli
Nie dotknie słowa skargi z Twoich ust
Nie poczuje bicia Twego serca

Teraz żegnaj
Ale jeszcze nie kończy się świat
Kiedyś znów będzie tak piękne lato
Gdy spotkamy się za rok, za kilka lat
Pomyśl i uśmiechnij się już teraz na to!

Teraz żegnaj
Gdy znikasz samotnie w oddali
Tak bardzo oddechu mi brakuje
Gdy patrzę jak robimy się mali
Moje serce jak stal się hartuje

Teraz żegnaj
Z trudem powstrzymuję łzy
Lecz nadejdzie przecież czas
Gdy jakiś człowiek głupi, zły
Nie będzie mógł tak rozdzielić nas

Teraz żegnaj
I pamiętaj, przyjdzie kiedyś taki piękny dzień
Gdy okrutne dziś się nagle zmieni
W radosne jutro i fanfary brzmień
Wolna jak ptak uciekniesz i żaden Cię nie dogoni cień

Teraz żegnaj
I pamiętaj, jeszcze wzejdzie słońce
Tego dnia, gdy razem się spotkamy
Na drodze, w lesie, w polu i na łące
I nigdy, nikomu dnia tego nie oddamy

Teraz żegnaj
Lecz tak szybko płynie czas
Będę czekał zawsze, wszędzie
Nasza droga wije się przez las …
I choć kręta, do celu dążyć będzie

Teraz żegnaj
Ale świat jest przecież taki mały
Tak wiele dróg prowadzi do celu
I problem w tym jest s cały
Że dostrzec je potrafi niewielu

Teraz żegnaj
Telefony są proste jak gra w 24 bierki
A numery łatwe jak w roku dni
I po kolei do jedynki cyferki . . .
Zawsze czekam, jestem! Tak proste? Czy Ci się to śni?

Teraz żegnaj
A ja zawsze będę o Tobie pamiętał
Będą żywe nasze głosy, twoje słowa
Te kilka dni były-będą jak święta
Gdy zamknę oczy, widzę je od nowa

Teraz żegnaj
Tak smutno mi tutaj bez Ciebie
Bez Twoich słów i wierszy, bez Twojego uśmiechu
Przeżyję w ciemności o wodzie i chlebie
Ale jak mam żyć dalej … bez Ciebie? Bez oddechu …

Teraz żegnaj
Gdy Twe oczy i usta czytają me słowa
Ja jadę, jak co dzień, wąską ścieżką w las
Która nigdy nie zarośnie, już moja w tym głowa
By pięknego dnia radośnie znowu powitać nas

———————————————

to tak boli, jak zabierasz moje serce
ale wiem, że jest w dobrych rękach

wiem, że będziesz o nie dbała
w marzeniach i w snach

a marzenia niech zawsze lecą w górę
radosne, piękne i wolne jak ptaki

bądź pewna, jak następnego dnia
spotkamy się, nie tylko w snach

jesteś przecież tak daleko
i tak blisko zarazem

pamiętaj o tym zawsze
że ktoś tęskni za Tobą

tylko dziś mówię
teraz żegnaj . . . na chwilę

kiedyś powiem
teraz witaj . . . na zawsze

lato 1998,

No responses yet

Zagadka…

Kowalczewski Sławomir

co to jest?
gdy jest jej zbyt dużo, uciekamy
gdy zbyt mało, idziemy jej szukać
gdy ją spotkamy, rodzimy się
gdy nas opuści, umieramy

———————————

miłość jak deszcz
dopada bez ostrzeżenia
nie zostawia suchej nitki,
nie daje czasu na ucieczkę

miłość jak wilgoć
przenika wszystko niewidzialna dłonią
czasem zostaje ślad na chwilę
biała smuga na niebie

miłość jak rosa
każdego ranka rozchyla płatki
wszystkich kwiatów
by pieścić je bez słowa

miłość jak mgła
oślepia, zakrywa oczy
chwytamy się za ręce
potem patrzymy ze zdziwieniem

miłość jak płatek śniegu
delikatna, dzieło bogini Chaosu
czysta sztuka w miriadach postaci
zawsze piękna i zawsze jedyna
może trwać wiecznie lub zniknąć już po chwili

miłość jak górski strumyk
szeleści, ukrywa swą potęgę
a z czasem rozsadza i drąży najtwardsze skały
obala cesarstwa i buduje nowe

miłość jak świeży śnieg
na zboczu góry zwodzi niewinną białością
gdy płatki w swoim tańcu dosięgną ziemi
by ruszyć lawiną w dół nie zważając na nic

miłość jak chmura na letnim niebie
pojawia się nagle znikąd
rozpływa bez powodu
w nieustannej gonitwie za nowym kształtem

miłość jak cisza podwodnych głębin
gdy nie potrzeba wielu słów
i jak krzyk fal podczas sztormu
następnej nocy

miłość jak lód zimna
gorąca jak gejzer jednocześnie
ochłodzi czy zamrozi?
ogrzeje czy zabije swym gorącem?

miłość jak lodowiec piękna
w blasku wschodzącego słońca
skryta i niebezpieczna jak góra lodowa
na powierzchni oceanu

miłość jak wodospadu białą wstęgę
można rozpoznać z daleka
godzinami wsłuchując się w jej szum
tak łatwo zapomnieć, będąc zbyt daleko

stworzeni z miłości i dla miłości
boimy się by nie dotknęła
nas najmniejsza jej kropla
chroniąc się pod parasolem codzienności
dopiero jak jej zabraknie
widać, jak była niezbędna do życia

nie ma już rozlanych kropel
na spragnionym piasku pustyni . . .

zima 1998

No responses yet

Patrząc w gwiazdy…

Kowalczewski Sławomir

patrząc w gwiazdy
chciałbym zobaczyć Twoje oczy
słuchając wiatru
chciałbym usłyszeć Twój głos

wąchając różę
chciałbym poczuć Twój zapach
siadając na trawie
chciałbym Cię dotknąć

śniąc o Tobie budzę się
sam w pustym domu

czekam na Twoje kroki . . .

Płock, zima 1999

No responses yet

Małemu Promyczkowi…

Kowalczewski Sławomir

małemu promyczkowi słońca,
dzięki któremu powstały te wiersze

tak trudno jest zrozumieć,
że dziewczyna to odłamek szkła,
tak krucha jak błyszcząca.
aż popłynie po policzku łza…

i moja krew gorąca

znowu kapie z dłoni pokaleczonych
kawałkami ostrego, tęczowego szkła

……………………………..

pewnej nocy straciłem
wszystko, co było mi drogie
bardzo długo nie żyłem
świata nie widząc za progiem

ciemności, rozświetlonej pełnią
księżyca - ta twarz, tak szydercza
spogląda z góry jak morderca
sprawdzając dokonane dzieło

tak długo bałem się słów wierszy
by nie rzuciły się jak sępy
na moje ciało, bo pierwszy
zostawiłby już tylko strzępy

zawsze, gdy wracam pustymi ulicami
do pustego domu
czy to mróz wyciska z oczu łzy?
czy to mróz sprawia, że zamiast serca
niosę lodowato zimny kawałek metalu?
nigdy nie przypuszczałem, że serce może aż tak
się zmienić i że sprawia to tak wiele bólu
przy każdym kroku

tak pięknie pachną białe kwiaty
ich zapach przenika
przez lodowe pole, które coraz grubszą warstwą
oddziela mnie od rzeczywistości,
które powoli mnie zabija
jeśli tak pachnie śmierć, to z pewnością
przynosi ona ukojenie
nie pamiętam już nawet dotyku dłoni
były ciepłe, czy było to tylko złudzenie?

jeśli spotkam znowu swój promyk słońca
czy po stopieniu lodu jeszcze coś zostanie?

25,26 kwietnia 1994

No responses yet