Na skrzydłach Anioła
Kracik Monika
Na skrzydłach Anioła
Dosięgnąć siebie
Dolecieć do wnętrza
Swych schorowanych marzeń
Bolesnych słów
Szorstkich zmysłów
Odczuwać katusze
Zagłębione głęboko
W jasnych piórach Anioła
Chroniących
Przed głośnym szeptem
Straconych myśli
Porzuconych w otchłani
Na skrzydłach Anioła
Odzyskać wolność
Brnąc wciąż
Za śmiercią
Odczytując
Zatracone znaki
Zapisane przez
Zatraconych ludzi
Zdążyli jeszcze
Zakreślić przekleństwo
I spaść
Im zabrakło skrzydeł Anioła
My mamy
Niesieni daleko
Na skraj
Ostatniej Arkadii
Którą tak usilnie
Razem
Staraliśmy się ułożyć
Na spalonym papirusie
Pisząc piórem
Wyrwanym ze skrzydeł Anioła
Zamoczonym
W tętniącej krwi
Gotowej
Do kolejnego życia
Bijącym impulsem
Zapisać kłamstwo
Tracąc poczucie
Gdzie kończy się
Kwiat lotosu
Na skrzydłach Anioła
Biec wciąż do tyłu
Smakować kwaśne wiśnie
Nostalgicznego istnienia
Wycierając łzy
O barwne pióra Anioła
Mokrym
Trudniej utrzymać nas
Przy utopii
A utopia zaszumiała
Jak para
Zagubionych skrzydeł
Zostawionych przez
Potomka zimnoty
My jeszcze je mamy
Na skrzydłach Anioła
Trwać w ciągłym
Letargu
Zamykać wargi tym
Co pomarli
A zostawili po sobie
Podeptane pióra
Miotające się jeszcze
W upadłej róży
Na skrzydłach Anioła
Pragnąć tego
Czego wciąż doświadczamy
Bezcelowo błądzić
W zagubionym umyśle
Wciąż gubić się
W żywej ciemnej gwieździe
Świecącej zbyt jaskrawo
Na skrzydłach Anioła
Być aktorem tragedii
Płakać
Upadać
Na nowo umierać
Aż wreszcie
Na skrzydłach Anioła
Dosięgnie się
Nieba…