Ambiwalencja
mozets mozets
Miasto moje
jak sen z oddali
szare na co dzień
pachnące wspomnieniem burzy
jak młoda dziewczyna
twój życzliwy spokój
zagubił się wśród
pokaleczonych ulic
krzyczących sprejem graffiti
w plastikowej zamieci trawników
w gardłowej salwie wrzasku
nastoletnich krtani przesiąkniętych chmielem
wystrzelającej spoza zasieków piwiarni
przepraszam cię
miasto moje - i nie moje
że przechodziłem obok ciebie obojętnie
gdyś żyło moją młodością.