'Nefertiti'

krwawisz (N)

Nefertiti

Krwawisz. Z rąk spływa ci czerwona strużka
Powoli, delikatnie, na wpół zmieszana z moją,
Jak to, co musi się zdarzyć, jak jakaś dobra wróżka
Tych, którzy, potępieni, niczego się już nie boją.

Skapuje kropla za kroplą, wahając się jakby na chwilę
Na naszych palcach, barwiąc kawałek atłasu
na słodki szkarłat i jeszcze przez moment powoli się wije
nim głucho spadnie w zimną, bezdenną otchłań czasu.

I leci tak, i spada, i echem się odbija od ściany
Twardej jak skała lęków, popełnionych grzechów,
Jak mur jedynego, co pewne, zawartego w arkany,
Wiecznego, niepokonanego natury oddechu.

Krwawisz. Czuję jak upływa z ciebie życie
Powoli delikatnie, z moim na wpół zmieszane,
Jak to, co nieuchronne odpływa w nicość skrycie,
Nim zdąży nas wypełnić, nim zdąży być poznane.

I płynie tak, a rozlewając się w nikłe światłą strużki,
Odchodzi po cichutku, bez najmniejszego hałasu,
Opuszcza twoje ciało jak magia dobrej wróżki,
Nim wpadnie w końcu w zimną, bezdenną otchłań czasu.

Patrz. Mrok zapada. Ostatnie promienie słońca
Wplątały się w twoje włosy niczym złote wstążki,
Lecz dla nas wstęg mroku wciąż nie widać końca,
Splotły nasze dłonie jak czarne obrączki.

Zbłądziliśmy. Dawno temu, gdy jeszcze wierzyliśmy
w piękne ideały i kiedy ni stąd ni zowąd
ugrzęźliśmy w tej wierze, nie wiedząc, co czyniąc, zgrzeszyliśmy,
wierząc nie boskim, ale ludzkim słowom.

Patrz. Mrok już zapada. Choć zdążysz wypić łapczywie
Ostatnie promienie słońca, jakie nam pozostały
I choć cię znowu odzyskam, choć cię znowu ożywię,
Nie staniesz się na powrót piękny i doskonały.

To koniec. Dla nas nie ma nadziei i nie istnieją raje.
Choć nie chcesz, by tak było, choć nie chcesz tego pojąć,
To nic już dalej nie ma, to nic już nie pozostaje
Tym, którzy, potępienie, tak bardzo się boją.

No responses yet