'Pleśniak Henryk'

Owoce

Pleśniak Henryk

Owoce

Smaczne jabłka i banany,
Pyszne dynie, bakłażany,
Słodkie gruszki i maliny,
Samo zdrowie, witaminy.

Jedz owoce i warzywa,
Po nich siła ci przybywa.
Mają błonnik, minerały,
Życia składnik doskonały.

Na śniadanie musli owocowe,
Pożywienie bardzo zdrowe.
Do obiadu surówka warzywna,
Taka strawa bardzo pożywna.

Na kolacje kanapka z pomidorem,
Z pokrajanym szczypiorem.

No responses yet

Nieborowska Ziemia

Pleśniak Henryk

Nieborowska ziemio,
Co nas żywisz swymi plonami,
Porośnięta na wzgórzach i dolinach,
Lasami i łąkami.

Tyleż pokoleń zrodziłaś,
Z łona matczynego.
Synów i córek,
Dla świata wielkiego.

Swym krajobrazem,
Dla poety,
Jesteś natchnieniem,
Dla przybysza,
Łaknącego wspaniałych widoków,
Jesteś pożywieniem.

Wiosną pachną twe pola,
Kwiatami o niebiańskich kolorach.
Latem zboża łany,
Klimat wiejski ukochany.

No responses yet

Dzięcioł

Pleśniak Henryk

Dzięcioł

Czy to wróbel czy jaskółka?
Może dzięcioł lub kukułka.
Coś ten ptaszek ciągle stuka,
Może skarbów w drzewie szuka.

Taki dzióbek jego silny,
Do roboty bardzo pilny.
Potrzepocze skrzydełkami,
Mocno trzyma się szponami.

Teraz wiemy że to dzięcioł,
Leczy drzewko z miłą chęcią.
A gdy drzewko wyleczone,
jego dzieło zakończone.

No responses yet

A za oknem zima

Pleśniak Henryk

A za oknem zima

A za oknem śnieżek prószy,
Hula wicher swym podmuchem,
Pokrył wszystko białym puchem,
Tym widokiem jam się wzruszył.

A za oknem karmnik stoi,
Od sikorek w nim się roi,
Dzióbią skubią odfruwają,
Pełen brzuszek ptaki mają.

A za oknem zima w bieli,
Dzieci zimę bardzo chcieli,
Chęć bałwana lepić mieli,
Na podwórko polecieli..

A ta zima im ucieka,
Aż się kurzy z daleka,
Nie chce zostać tutaj z nami,
I z naszymi bałwanami.

No responses yet

Leśny zimowy spacer

Pleśniak Henryk

Leśny zimowy spacer

Na leśną przygodę ochotę miałem,
Więc na spacer się wybrałem.
Po leśnej ścieżce robię kroki,
Niesamowite mam tu widoki.

Dookoła śnieżny puch,
U wiewiórek wielki ruch.
Z drzewa na drzewo skaczą,
Swymi figlami mnie raczą.

Coś spłoszyło te miłe zwierzaki,
Więc czmychały w popłochu biedaki,
Na sam wierzch drzewa pouciekały,
I już na dłużej tam zostały.

Ja ruszyłem w dalszą drogę,
I spacerkiem mijam drzewa.
Drzewa ciężko oddychają,
Tyle śniegu na sobie mają.

Coś szeleści głębiej w lesie,
Echo odgłos tego niesie,
Wydawałoby się, że to dziki,
A może z zimna trzęsą się osiki.

A to tylko kos malutki,
Taki mały jak krasnoludki,
Szpera w śniegu, jedzenia szuka,
W zmarzłą ziemię dziobem stuka.

Idąc dalej białym szlakiem,
Jacyś ludzie mnie mijali,
Ze spacerku już wracali.

No responses yet