'Wincenty Berwiński Ryszard'

Piosenka Wygnańca

Wincenty Berwiński Ryszard

W wonnym sadzie mojej matki
Kwitły bzy, kwitły róże,
Polne maki i bławatki,
I lilije - kwiatów stróże.

Słowik dla nich śpiewał - jęczał
Najpiękniejsze swoje pieśnie;
Wiatr szeleścił - strumień brzęczał,
Pół na jawie - na pół we śnie -

Jak w dziecinnych moich latach,
Z calym rajem w młodym sercu
Biegał skocznie po tych kwiatach,
Na jedwabnym traw kobiercu. -

Dziś tułactwa twarde drogi
I los gorzki w poniewierce
Poraniły moje nogi,
Zakrwawiły moje serce.

A tam jeszcze dzisiaj może

Kwitną maki i bławatki,
I piękniejsze od nich róże

W wonnym sadzie mojej matki.

Poezje 1844

No responses yet

Moja gwiazda

Wincenty Berwiński Ryszard

Pod wieczór nadziei spojrzałem na ciebie -
A byłaś jak niebo we zmroku;
I gwiazda mi moja zabłysła na niebie,
A niebo mi było w twym oku. -

Jam czuwał noc całą - i oczym me znużył,
Patrzając w tę gwiazdę mych losów:
Patrzałem - myślałem: ażalim zasłużył,
To spadnie na ziemię z niebiosów; -

Patrzałem - myślałem! - Wtem gwiazda zagasła -
Noc ciemne rozwarła podwoje -
Noc ciemna minęła - i jutrznia zabrzasła -
Lecz słońce mi wzeszło nie moje. -

Bez słońca - bez gwiazdy! - A wy się dziwicie,
Ze żywot prowadzę tułaczy?
O bracia! - Kto serca przewidział rozbicie,
Ten nie dba - co Bóg mu przeznaczy! -

No responses yet

Na wysokości Tatrów

Wincenty Berwiński Ryszard

Ja król - na tronie mych ojczystych gór,
Ja król i ziemi, i wichrów, i chmur!

Spojrzę - pode mną w obłącz rozesłana
Ziemia pokorne ugina kolana,
Pasmem gór dłonie żebrzące podnosi,
Litości woła i o wolność prosi.
Daremnie, ziemio - płaczem nie podołasz,
Nigdy się łzami szczęścia nie dowołasz!
Ja kroi - brzęk kajdan, płacz całego świata
Do majestatu mego nie dolata!

Ja król - gdzie tylko sięgnę wszerz i wzdłuż,
Ja król nawałnic, piorunów i burz!

Spojrzę - pode mną zżyma się i dąsa,
Warczy, wre - grzywą niewolniczą wstrząsa
Potwór niebieski!… To lud buntowniczy,
To chmur nawała burzą zemsty ryczy!
Lecz próżno - próżno chce zatrząść mym tronem.
Na próżno do mnie wystrzela piorunem;
Ja król, mych ludów, moich chmur potęga
Do majestatu mego nie dosięga!

Ja król - na tronie mych ojczystych gór
Świetny - królewski otoczył mnie dwór!

Tu siwe skały, z powagą senatu,
U stóp mojego siadły majestatu;
Berła przyrody ujarzmione władzą,
Mówić nie śmieją - wiem, że mnie nie zdradzą!
Tam nieśmiertelnych wojsk olbrzymie masy
Do ziemi wrosłe - szarzeją się lasy,
Wiem, że domowej nie podniosą wojny;
Choć król - a przecież zasypiam spokojny!

Ja król - na tronie mych ojczystych gór
Świetny - królewski otoczył mnie dwór!

W dole murawa, przetykana w kwiaty,
Moje królewskie wysłała komnaty -
U stóp mych strumień czołga się i szepce
I wiatr mi niesie mych dolin kadzidła:
Ale ja znam was, znam dworów pochlebcę -
Daremnie zdradne rozstawiacie sidła -
Podłych języków wielkość ma nie słucha,
Choć król - pochlebstwom nie nadstawiam ucha!

No responses yet