Ach, ta Ameryka!
Zacharek Joanna
Nikt nie może doczekać się do wielkiej gali,
Która odbędzie się w wielkiej hali.
Będzie tam uroczystość,
Na której każdy wygłosi swej mowy kwiecistość.
Są tylko dwie takie okazje w Hollywood,
Kiedy to aktorów i aktorek jest pełna łódź.
Każdy się stroi jak potrafi,
Aby mieć pewność, że się na pierwsze strony gazet trafi.
Jak już ktoś dostanie Oscara, Złotego Globa,
Składa wielkie dzięki, nawet dla jakiegoś Boba,
Który jest tylko psem,
Ale czasem najlepszym kumplem.
Najzabawniejsze jest właśnie to,
Że wszyscy uważają się, za Bóg wie, co.
Stoją z rękami w kieszeni,
Jakby byli jacyś biznesmeni.
Brak im nie tylko kultury,
Ale i odpowiedniej postury.
Bo czyż można iść zgarbionym,
Zapłakanym, przestraszonym,
Kiedy całe amerykańskie społeczeństwo,
Patrzy na pokraczne męczeństwo.
Więc lepiej w domu zostać,
Niż tam stać,
I opłakiwać haniebną przegraną
Lub oblewać wielką wygraną.
Za rok i tak wszystko się zmienić może,
Bo z polskim filmem zawsze pokonasz morze.
Morze pełne ryb i rekinów,
Które z łatwością spotkasz jak manekinów,
W każdym sklepie na Broadway’u,
Gdzie każdy gbur powie Ci: Goł ełeju!*
Toteż nie ma to jak w biedzie, nędzy,
uprząść sobie życie z przędzy.
*goł ełeju (poprawnie: go away!), czyli jak Polak może zrozumieć mamrotanie gbura na Broadway’u.