'Żuliński Leszek'

Erotyk do rywala

Żuliński Leszek

Bohdanowi Urbankowskiemu -
autorowi “Erotyku do następcy”

Wiem, wiem: nie jesteś niczemu winien. A mim o to nienawidzę cię.
Kiedy rozchylasz jej usta - ja za twoimi drzwiam”"i stoję głodny.
Kiedy smakujesz jej łzy - ja przygryzam język, żeby nie krzyczeć.
Kiedy biegniesz do niej - ja jestem o włos szybszy. Ale ty zwyciężasz.
Kiedy głaszczesz jej włosy - to ja prowadzę ci rękę.
Kiedy wspinasz się na nią - ja tłukę pięściami w wysoką ścianę płaczu.
Kiedy masz jej dosyć - ja stoję za twoimi plecami i czekam.
Kiedy krzyczysz na nią - uważaj! Mogę ci skoczyć do gardła jak pies.

Z tomu “Przechodzień z Efezu”, Wydawnictwo Literackie 1979

No responses yet

Psie gwiazdy

Żuliński Leszek

Sierpniowa noc. Już lato ma się ku zmierzchowi.
Syriusz, psia gwiazda, znika podkulając ogon,
kot Stefan jednym uchem granie świerszcza łowi.
Pies śpi. Cisza. Na stole śledzie i samogon.

Ciężko zwisa ma głowa. Od bezbrzeżnej pustki
zaraz wyeksploduje niczym super-nowa,
lecz w deszczu pijanych komet, w srebrze rybiej łuski
nic już się nie rozjaśni. Bo światło się chowa.

Głowa z hukiem wzlatuje, hen, ku czarnym łąkom
w pościgu za gwiazdami chyża jak pies gończy.
Oto jest mej codziennej kosmogonii obrzęd
póki wódka na stole i śledź się nie skończył.

Z cyklu: Rymowanki

No responses yet

Żniwa

Żuliński Leszek

Siedzę na wsi. Już sierpień. Dobiegają żniwa.
Dom, żona, dzieci - z dala. Słońce opowiadam.
I pojawia się w blasku ta litewska grzywa…
Zaraz potem Różewicz. I Ziemianin Adam…

Styczeń zakuty w dyby. Kawiński z Śliwiakiem,
Bursa, Wojaczek, Ratoń, Jerzyna, Żernicki,
Stachura pląsa z Brunem dziwnym kujawiakiem…
Górec z Nikosem… Herbert… chochoł i… Krynicki.

A za żniwnym kombajnem w sukmanę odziany
kroczy Urgacz. O!, jemu kłaniają się nieba!
Potem Norwid i Leśmian. I polskie bociany,
które liczą na okruch ojczystego chleba.

Z cyklu: Rymowanki

No responses yet

Koniec lata

Żuliński Leszek

Jeszcze jeden wiersz latem pisany na stole.
On będzie o jesieni. Bo jesień u progu.
W oborze grube świnie, pożniwne w stodole
I ja - gdy noc zapada - w pijanym barłogu.

Wiercę się z boku na bok i zasnąć nie mogę,
niebo wielką łopatą zrzuca na mnie gwiazdy,
próbuję złapać oddech pod złotym obrokiem
i ruszyć z piskiem opon toyoty lub mazdy.

Lecz za pierwszym zakrętem niebieski policjant
każe mi dmuchać w wrześniowy balonik.
Lato pęka! I pękam - nędzny koalicjant -
ja, który z latem pijąc, zimy nie dogoni.

Z cyklu: Rymowanki

No responses yet

Apel

Żuliński Leszek

Markowi Pieczarze

Odepchnięty od stołu
okradziony z pragnienia
smagany w najczulsze siedlisko krwi
porażony dotykiem neurastenii
pozbawiony przywileju przemocy
strącony ze szczytu
i z piersi pachnących Kalifornią
wypędzony z przedsionka pochwy
zakneblowany ersatzem poezji
spięty ostrogą miłości
i ściągnięty za uzdę w pół skoku
uciekający po strzaskanym szkle
ukrywający się
przed surowym trybunałem moralności
ścigany listem gończym sumienia
zakuty w dyby normy
faszerowany ziarnem martwej wiedzy
przypalany
duszony sadyzmem bezsilności
zrzucony ze schodów na zbity pysk
postawiony do kąta
zaszczuty
kamienowany nawet gwiazdami
spadającymi z nieba

dlaczego milczysz?

Z tomu “Przechodzień z Efezu”, Wydawnictwo Literackie 1979

No responses yet

Older Posts »