'Dole'

Błękit i kamień

Brzechwa Jan

Cóż się dziwić błękitowi, cóż się dziwić kamieniowi,
Myśmy wszyscy sobie bliscy, myśmy wszyscy jednakowi.

Nasze oczy wypłakane nie zagoją się miłością,
Kamień leży na nizinach, błękit szumi wysokościom,

Wzrok ku górze błękitnieje, kamień w dole kamienieje -
Oto ciemne nasze pieśni, oto wierne nasze dzieje.

Ciepłą dłonią wyrzucony kamień stygnie na błękicie,
Oczy ścielą się po ziemi, rosą ścielą się o świcie,

A ja chodzę pode drzwiami, pode drzwiami zamkniętemi,
I dobijam się do nieba, i dobijam się do ziemi,

I oddaję, wykrzykując ciemnie pieśni bezimienne,
Błękitowi, co błękitne, kamieniowi, co kamienne.

No responses yet

Koszmar

Twardowski Robert

Ludzie mówią , że upiorów nie ma
Że one zniknęły wraz z epoką czarów
Lecz różne tajemnice nosi nasza ziemia
A ludzkie umysły pełne są koszmarów

Ludzie mówią, że upiorów nie ma
A ja sam widze je codziennie
Jestem chory jak mniemam
Nie wiem czym jutro się zlękne

Widziałem czerwone oczy stwora
Pierzaste skrzydła i czarne paznokcie
Widziałem jak sztylet chowa do wora
I we krwi umazane były jego łokcie

Nie mogłem uciekać choć tak bardzo chciałem
Nie mogłem krzyczeć bo ściśnięta była krtań
Całe ciało potem zimnym zlane miałem
A on szedł ku mnie , a ja patrzyłem nań

W oczach krwistych szalej , do rąk dobył sztylet
Dookoła ciemność , mój stłumiony krzyk
Już za chwilę zginę, wiem, że się nie mylę
W dole lochów zgnije, nie znajdzie mnie nikt

Z kamienną miną kroczy i sztyletem w ręku
Kolejny krok do tyłu, na plecach zimny mur
Czemu nikt nie słyszy straszliwego jęku?!
Wole sam się zabić, błagam podaj sznur

Czuję odór straszny, staję tuż przede mną
Zamachnął się mocno - nie straciłem złudzeń
Zobaczyłem tylko ruch pierzastą ręką
Ja krzyczę straszliwie i wtedy się budzę

No responses yet

Budzę się w nocy…

Wierzyński Kazimierz

Budzę się w nocy, chłodny od lęku,
Płynę wysoko w balonie,
Widzę me życie w dole rozwiane
I rozwleczone jak puste ścierniska.

Widzę wyraźnie w nocy, w ciemności,
Pociąg zajeżdża dymiący,
Stacja się świeci, a na peronie
Chodzi mój ojciec i moja matka
Umarli.

Widzę w ciemności mieszkania warszawskie,
Mieszkania paryskie i miłość,
Wszystko jest drobne, białe, skostniałe,
Podobne do ziarnek ryżu.

Płynę balonem nad okolicą
Tak dobrze znaną,
Nad własnym śladem.
Liczę to wszystko, co przeminęło
I jeszcze przemija,
Aby obumrzeć.

Płynę balonem nad samym sobą
I widzę ciemność moją jak w świetle.
Pociąg się dymi na stacji.
Chłodny od lęku, zbudzony w nocy,
Przeliczam wszystko nieprzeliczone,
Ćwiczę się w śmierci.

No responses yet

* * * (Z początku tylko chmura…)

Wat Aleksander

Z początku tylko chmura jedna żeglowała po lazurze,
a na morzu jasnym, opalowo-turkusowym
przesuwała się żaglem śmigłym plama ciemna ciemna.
Ta chmura w plamie nie chciała się poznać.
Ta plama w chmurze nie mogła się poznać.
Potem ta piękna a nieświadoma zjawisk równoległość
(podobna do tej, która myśl przykuwa do bytu)
urwała się. Z południa zadął
mistral — wróg mój. Zaciągnięto w górze
kurtynę siną. Tu zaś, tutaj, w dole
— echo wszystkich oper niebiańskich
teraz zmącone — morze
atramentniało posępnie.
W pauzie usłyszeliśmy znikąd głos przejmujący skrzypiec,
a posłuszne jego arpedżiom
na całej wód rozległości
zabiegały szybko drobne dreszczyki —
podobne do ławic ryb posrebrzanych,
które to wynurzają się,
to zapadają w głębiny.

Chciałem zapaść się razem z nimi.

Menton-Garavan, styczeń 1956

No responses yet

Nad przepaścią

Jakiel Agnieszka

Anioły zasnęły…
Czuwa już tylko moja bezsenna miłość.
Tańczy na linie nad przepaścią.
W dole czekają na nią
kamienie odrzucenia,
głazy nieodwzajemnieni
i ocean żalu.
Czy zdoła przejść w rytm melodii,
którą nuci jej cicho nadzieja
nie potykając się po drodze?
Czy po drugiej stronie przepaści
czekać już będzie na nią
inna bezsenna miłość?
Czy wtedy anioły się obudzą?

No responses yet

Older Posts »