'Inaczej'

Marzenie miłosne

Czycz Stanisław

Zabawy których nie znacie

Bo mimo wszystko
czasem
na moment
nagle jakby brak mi powodów
do mojej nieustającej radości

Wtedy w smutku jak w zaćmieniu
pozwalam przychodzić jaśniejącej
Gdy już nie mogę inaczej wyjść z nagłych przygasań
pozwalam ci przychodzić Inka

I wstaje słońce

Jego gorące fale
stulasz w złote objęcia rąk
w całujące usta

powoli
uśmiechasz się

nagle
uśmiechasz się.
W i d z ę c z e r w o n e z ę b y

jakieś miękkie zęby poruszające się w oddechach

widzę

To jest nawet dość ładne
ale
walę pięścią w twarz w zęby
kopię

i
krztuszę się w tych kopnięciach pluję krwią

i szczerzę wyłamywane oddechami zęby
śmieję się

I pozwalam ci przychodzić Inka

No responses yet

ciężar bagaży

Kraszewska Nadia

wykorzystana i oszukana czuję się
że załamałam się kiedyś, siebie błagałam
miało być inaczej, to boli mnie
wstydliwy ciężar rozczarowania

chciałabym umieć zmienić to
naprawdę nie wiem jak
chciałabym umieć cofnąć czas
naprawdę jest mi żal

miałam być inna i życie kochać
miałam być silna i sobie radzić
miałam wszystkie szczyty pokonać
miałam być twarda i umieć walczyć

nie chcę już nic, poddaję się
przyznam porażkę. Pakuję się
pełne walizki i torby goryczy
dziwnej miłości zgasły już znicze

ciężar bagaży, gdzie mam to podziać?
nie chcę to dzwigać, nie mam już siły
i przechowalnie pamięci ja znajdę
oddam, wyrzucę, zapomnę, niech zginie

No responses yet

Żołnierz

Leśmian Bolesław

Wrócił żołnierz na wiosnę z wojennej wyprawy,
Ale bardzo niemrawy i bardzo koślawy.

Kula go tak schłostała po nogach i bokach,
Że nie mógł iść inaczej, jak tylko w poskokach.

Stał się smutku wesołkiem, skoczkiem swej niedoli,
Śmieszył ludzi tym bólem, co tak skacząc, boli.

Śmieszył skargi hołubcem i żalu wyrwasem
I żmudnego cierpienia nagłym wywijasem.

Zwlókł się do swej chałupy : “Idź precz popod płoty,
Niepotrzebny nam skoczek w polu do roboty!”

Pobiegł do swego kuma, co w kościele dzwonił,
Lecz ten nie chciał go poznać i kijem postronił.

Podreptał do kochanki, a ta się zaśmiała
Ramionami, biodrami, wszystką mocą ciała!

“Z takim w łożu drygałą mam tańczyć do śmierci?
Ciała ledwo ćwierć miary, a skoków - trzy ćwierci!

Ani myślę ci dotrwać w takim niedopląsie!
Ani myślę wargami sypiać na twym wąsie!

Zanadtoś mi wyskoczny do nieba na przełaj!
Idźże sobie gdziekolwiek i nie klnij i nie łaj!”

Więc poszedł do figury, co stała przy drodze:
“Chryste, na wskroś sosnowy, a zamyśl się srodze!

Nie wiem, czyja cię ręka ciosała wyśmiewna,
Lecz to wiem, że skąpiła urody i drewna.

Masz kalekie kolana i kalekie nogi,
Pewno skaczesz, miast chodzić, unikając drogi?

Taki z ciebie chudzina, takie nic z obłoków,
Że mi będziesz dobranym towarzyszem skoków.”

Chrystus, słysząc te słowa, zsunął się na ziemię,
Ów, co Boga wyciosał, bity bywał w ciemię!

Obie ręce miał lewe, obie nogi - prawe,
Sosnowymi stopami podziurawił trawę.

“Marna ze mnie sośnina, lecz piechur nie marny,
Przejdę wieczność piechtami, chociażem niezdarny.

Pójdziemy nierozłącznie, bo wspólna nam droga,
Będzie nieco człowieka, będzie nieco Boga.

Podzielimy się męką - podzielnać jest męka! -
Wszak ta sama nas ludzka skoślawiła ręka.

Tobie trocha śmieszności, mnie śmieszności trocha,
Kto się pierwszy - zaśmieje - ten pierwszy pokocha.

Ty podeprzesz mię ciałem, ja ciebie sośniną;
A co ma się nam zdarzyć, niech się zdarzy ino!”

I wzięli się za ręce i poszli niezwłocznie,
Wadząc nogą o nogę śmiesznie i poskocznie.

I szli godzin wieczystych nie wiadomo ile,
Gdzież bo owe zegary, co wybrzmią te chwile?

Mijały dnie i noce, którym mijać chce się,
I mijało bezpole, bezkrzewie, bezlesie.

I nastała wichura i ciemność bez końca
I straszna nieobecność wszelakiego słońca.

Kto tam z nocy na północ w burzę i zawieję
Tak bardzo człowieczeje i tak bożyścieje?

To dwa boże kulawce, dwa rzewne cudaki
Kuleją byle jako w świat nie byle jaki!

Jeden idzie w weselu, drugi w bezżałobie,
A obydwaj nawzajem zakochani w sobie.

Kulał Bóg, kulał człowiek, a żaden - za mało,
Nikt się nigdy nie dowie, co w nich tak kulało?

Skakali jako trzeba i jako nie trzeba,
Aż wreszcie doskoczyli do samego nieba!

No responses yet

Ten las jest tak tajemniczy i piękny.

Paterek Mariola

*** Ten las jest tak tajemniczy i piękny. Zachwyca swym urokiem. Mogłabym tu przebywać godzinami, dniami, latami… Ptaki kochają to miejsce. Ich śpiew tak radośnie rozbrzmiewa. Leśna Boginka ciekawie mi się przygląda. Jestem tu gościem. W jej domu muszę być cicho. Inaczej spłoszy się i ucieknie. Słyszę ją. Mówi do mnie. Uwielbiam jej słuchać… ***

No responses yet

Niewolnicy

Stęplowski Rafał

Idąc po ulicy widzę ludzi
Niewolnicy to ludzie ci
Niewolnicy walczą w tłumie
Wysysają życie,każdy z nich jak umie.
Niewolnicy dobrzy,niewolnicy źli
Z jednej strony nie,z drugiej strony tak.
Każdy niewolnik myśli inaczej,
ulica to jego życie jedyne
Myśli jak uciec od przepaści
wieszając swój dar na długiej linie.

No responses yet

« Newer Posts - Older Posts »