'Kto'

Ostatnia tęcza

Jaśkiewicz Krzysztof

Jesienne życie, tęcza, cienie,
Jesienny smutek, sen, znużenie.
Drzewa przerosłe w błękit nieba,
Ptak spłoszon kluczem hen umyka,
I snu, snu jeno mi potrzeba.
Jesień okrutna, jesień dzika!
W zapadłą otchłań serca spadły,
I runął w Wszechświat człek pobladły.
O, świecie ideałów, marzeń!
Wiesz dobrze jak jest bez nich źle Ci,
One Ci dostarczają wrażeń,
I tylko słońce zawsze świeci!
Miłość, nienawiść, tak i nie,
Poranek zmierzchu, tobie - mnie,
I dno co jest, którego nie ma.
Czy jawa to, czy życie w śnie,
I człowiek- Ja i człowiek - Schemat,
I człowiek - Bydlę, tak i nie.
Jesienne życie, tęcza, cienie,
Jesienny smutek, sen, znużenie.
Świat już swym pięknem nas nie kusi,
I nie słyszymy serca bicia,
Wiemy - kto przyszedł, odejść musi.
Okrutna, piękna jesień życia!

No responses yet

Sen grobów (epilog)

Asnyk Adam

O, jakże trudno pierzchłe już obrazy
Do życia z sennych krain przywoływać!
I jakże smutno ciemne duchów skazy

Z zasłony, którą śmierć rzuca, odkrywać,
I po przepaściach łowić epos bladą,
I co zawiera męki, odgadywać!

Czyż się nie cofnąć raczej przed gromadą,
Co winy swoje w inne światy wlecze,
I gdy się żywi do spoczynku kładą,

Jeszcze w ciemnościach gdzieś krzyżuje miecze?
Czyż nie zamilknąć przed żyjących rzeszą,
Co mniemać będzie, że wraz z nią złorzeczę?

Świat ten tak dziwny! I ludzie się śpieszą
Zetrzeć czym prędzej ślad krwawej areny;
To, w co wierzyli wczoraj, dziś ośmieszą,

I co dzień nowej potrzebując sceny,
Trupa przeszłości ze wzgardą wywleką,
Na łup zgłodniałe spraszając hieny.

Tymczasem cienie nad letejską rzeką
Kończą tragiczną dramatu osnowę,
Łzy im pod martwą zastygły powieką

I żale swoje wywodzą grobowe,
Bo żyją tylko tym dalekim brzmieniem,
Które przyszłości sny potrąca nowe.

I myślą biedne, że ludzi wspomnieniem
Nieśmiertelności dokupią się mglistej,
Że ta drgająca fala ich imieniem

W krąg się po ziemi rozejdzie ojczystej,
I że im echo wracające powie
O serc pamięci wdzięcznej i wieczystej…

Lecz świat ten dziwny! - Zrzuca szaty wdowią,
Aby zapomnieć prędzej, czym żył wczora;
I klątwą tylko żegnają synowie

Odlatującej ojczyzny upiora,
I dawny ołtarz rozpada się w zgliszcza
Pod jednym cięciem krwawego topora!

Nowy obrządek i nowe bożyszcza
Biorą pokłony spłoszonego tłumu;
Lecz ani boleść, co serca oczyszcza,

Ani jaskrawa pochodnia rozumu
Do wyższych celów zaprzańców nie nagną,
Bo ci śród szyderstw głuszącego szumu

Do swych poziomów wszystko zniżyć pragną.
Tak więc po smutnym przeszłości wyłomie
Zostaje w spadku wielkie tylko bagno.

A kto się twarzą zwróci ku Sodomie,
Tego Bóg w posąg boleści zamienia,
I nad umarłym morzem nieruchomie

Sam pozostanie śród pustyń milczenia,
Dźwigając przekleństw narzucone brzemię,
Co go nimbusem piekieł opromienia.

Śmieszna komedia! - gdzie zwycięzcy strzemię
Całują zgięte na kolanach męże,
I gdzie umarłych nieświęconą ziemię

Plugawią jadem pełzające węże,
I gdzie ostatnia zacność, co nie pada,
Modlitwą nawet niebios nie dosięże!

Więc gdy ostatnie hasło w sercach: zdrada,
Z cmentarnych krzyżów niech pręgierze stawią!
I umęczonych śpiąca już gromada

Niech się nie dziwi, że ich proch zniesławią,
Niech się nie troszczy w chmurach rozpostarta,
Że ich śmiertelnej koszuli pozbawią.

Bo tak być musi. I dziejowa karta,
Co lśniła blaskiem nieuszczkniętych marzeń,
Raz ręką mściwej Nemezis rozdarta,

Walać się musi w błocie ziemskich skażeń,
Aż ją znów przyszłość podniesie zwycięska
I w krwi umyje anioł przeobrażeń.

Choć się więc skruszy pierś niejedna męska,
Kamienowana u świątyni progu,
Choć grasująca czarnych odstępstw klęska

Szerzyć się będzie w smutnym epilogu:
Nie przekupiony przetrwa prawdy świadek,
Co boleść nasze odda w ręce Bogu.

Ileż to ciemnych ciągnie się zagadek
Przy tym krzyżowym ludzkości pochodzie,
Gdzie wciąż się nowy powtarza upadek,

Co spycha w przepaść jasne duchów łodzie!
Ileż to razy ginące plemiona
Chciały powstrzymać słońce na zachodzie,

By przyszłość w swoje uchwycić ramiona,
Sądząc, że one kończą dzień pokuty,
A jutro błyśnie jutrznia nieskażona!

Próżne złudzenia! Bo ich ślad zatruty
Zostaje w spadku przyszłym pokoleniom:
Ideał starców łamie się zepsuty,

A młódź urąga okrwawionym cieniom;
I gdy ma nowe gonitwy poczynać,
Kłamstwo zadaje przeszłości natchnieniom.

Więc znowu trzeba boleć i przeklinać,
Trzeba ukochać jaką nową marę,
I nowe tęcze na niebie rozpinać,

Wątpić i wierzyć, i znów tracić wiarę.
A po pielgrzymce męczącej i długiej
Minotaurowi znów złożyć ofiarę.

Ha! gdyby znalazł się Tezeusz drugi,
Co by odszukał labiryntu wątek
I spłacił za nas zaciągnięte długi,

I dał nam w ręce rapsodu początek
Możeby jeszcze było stworzyć z czego
Dziwną krainę marzeń i pamiątek!…

Lecz tak - co robić?… Życzę snu dobrego
I tej odwagi, co zdrajcom przystoi…
A sam do grobu wracam splamionego

Jak upiór w dawno zardzewiałej zbroi,
Któremu serce trza odjąć i głowę,
Aby nie straszył tłuszczy, co się boi.

No responses yet

Zazdrośnicy daremnie chcą pochlebić pierwsi….

Leśmian Bolesław

Zazdrośnicy daremnie chcą pochlebić pierwsi
Czarom, skrytym w twym ciele z moją o nich wiedzą!
Oczy, co się rzęsami nie tknęły twych piersi,
Czyliż pustym domysłem te czary wyśledzą?

Kto w chwili pocałunków nie zagrzał swej dłoni
Na twych bioder nawrzałej żądzą przegięcinie,
Nie potrafi określić upojeń tej woni,
Co z ciebie, jako z róży, snem potartej, płynie.

Kto ustami w nóg twoich nie wdumał się dreszcze,
Nigdy dość nie wysłowi twych oczu omdlenia,
A choćby je dzień cały badał bez wytchnienia,
Nie wypatrzy z nich tego, co ja z nich wypieszczę

No responses yet

Królewska biel

Pałucha Marek

Wróbel zimą i latem
Zaciekawiony jest całym światem
A kto wróblami się interesuje?
Większość z nas tylko żartuje
A ja wróble obserwować chciałem
I jeden cel w tym miałem
Żeby udowodnić jedną sprawę
Że wróble są bardzo ciekawe
Lecz chyba się przeliczyłem
Bo wróblami się nie zaciekawiłem
Każdy wróbel nudny szary
O! A ten jest biały! Nie do wiary!
Jaki on jest piękny i niezwykły
Nagle inne wróble w mych oczach znikły
Został tylko ten jeden - królewski
Nie szary nie czerwony nie niebieski
Lecz po prostu biały
Zadziwi on świat cały
Wśród miliardów wróbli szarych
Tylko ten jeden w barwach białych
Jest piękna jego śnieżna szata
W której po świecie wciąż lata
Nie każdy więc wróbel nudzi
Biały na pewno ciekawość wzbudzi

No responses yet

Jesteś w piwie, na spacerze…

Przepiórkowska Katarzyna

7.06.2003

Nie pojmuję sama tego,
nic już z tego nie rozumiem,
niby nie ma Ciebie wcale,
jednak widzę Ciebie w tłumie.
Widzę w piwie, na spacerze,
na zakupach, na rowerze,
jesteś kiedy robię pranie,
nawet kiedy jem śniadanie,
kiedy patrzę w błękit nieba
i w słowiku, który śpiewa.
Byłeś w lesie i na łące,
byłeś gdy patrzyłam w słońce,
wszędzie Ciebie pełno wokół,
nie chcę tak, daj mi spokój !
Zrób coś bym Cię nie widziała,
nie myślała, nie słyszała,
bo tak dalej być nie może,
czy jest ktoś, kto mi pomoże ?

No responses yet

« Newer Posts - Older Posts »