Obraz tragiczny
Parlicki Mariusz
co tak goni stado słoni
tłuman kurzu wokół
słychać grzmoty jakby burza
skupiony niepokój na ich twarzach się maluje
wiedzą że nie umkną
tak więc stoi stado słoni
ścigane biegunką
—
co tak goni stado słoni
tłuman kurzu wokół
słychać grzmoty jakby burza
skupiony niepokój na ich twarzach się maluje
wiedzą że nie umkną
tak więc stoi stado słoni
ścigane biegunką
—
czuje pustke w mej duszy,moje zycie się kruszy
czuje niedosyt w mym życiu,czuję się brudny przy codziennym myciu
chce coś zmienic w tej monotomi,śmierć tak szybko nas goni
chce mieć wiele przygód,chce zmyć z zycia kurzu brut
chce się wybrać gdzieś daleko,pić codziennie swieże mleko
chce być w niekonczącej się podróży,czy to w słoncu czy to w burzy
chce być myślą i marzeniem ,chce być słoncem,kwiatem,cieniem
chce wypełnić moją duszę,ja poprostu zrobić to muszę
Mariusz Marciniak—-08.06.2003r.
Brokat rozjaśnił myśli,
w mrocznym sklepieniu czaszki
zatańczył chochlik ognisty
-Toasty i toasty.
Tańczą rozchwiane nogi
w serpentyn barwnych paskach.
Jak nie postradać głowy?
-Toasty po toastach.
Szampanów kanonada
jej oczy biją blaskiem.
Kocham ją, czy się mylę?
-Znów toast za toastem.
Nad ranem sen, a potem
głowa zmęczona, ciasna.
Czy miłość to sprawiła,
czy to stan po toastach?
—
stole kawiarniany
oszuście samotnych
okrągły
by nikt na rogu
podporo dla rąk
które trzymają
ołowianą kulę czaszki
stole kawiarniany
który maskujesz
błądzące dłonie kochanków
kuternogo wystający po jałmużnę
okrągły jak nieszczęście
zimny jak księżyc
gdyby ożyły twe nogi
kopnąłbyś niejednego
a potem biegiem do lasu
przed zalaniem winem i łzami
rozchybotaniem muzyką
—
Przychodzi pod okno czasem dziwny gość.
Wyczuwasz go smakiem wiatru na ustach
lub po chłodnym uścisku, gdy cię obejmie.
Przychodzi zawsze w szarym płaszczu, mrucząc pod nosem.
Wtedy ptaki milkną i zgarbione słuchają,
lecz ludzie na chodnikach unikają jego towarzystwa,
bo rozmowa z nim to istne lanie wody.
I naprawdę smutno jest każdemu, gdy się rozgada.
Nocą poznasz go, jak palcami stuka po parapecie.
Uchyl wtedy okna, by mógł przystanąć na chwilę
i porozmawiajcie w końcu poważnie o pogodzie.
Czasu na rozmowę wystarczy dla każdego.
A gdy rankiem odejdzie delikatnie stąpając,
w podziękowaniu położy ciszę pod lasem.
Jeszcze cieplą i drżącą od słów,
które pogubił w kroplach rosy na trawie…które chciałbym na zawsze zachować tylko dla niej…