'Moja'

Ballada o wiecznym cudzie

Jacob Max

To że jest Bóg, to nie do wiary,
I to przejście do nas, ludzi stworzonych, do nas od 2000 lat,
To nie do wiary,
Że zwierzę żyje i że roślina żyje,
Że Bóg nie umiera, to nie do wiary,
I klatka próżni,
Którą się stanie kość.
Tutaj przerywam, bo nie mogę
Wznieść się do duszy. Ach, nie mogę… To nie do wiary.
Ta chwila próżni! I Bóg powróci.
Można to nazwać, jak to zechce,
Agonią, próżnią, kryzysem,
Przemianą, śmiercią - to nie do wiary -
Zaskakujące życie! Straszliwe zaprzeczenie Boga,
Gdy mój duch, moja próżnia woła: Boże, Boże jedyny!
To nie do wiary.
Przywołuję geniusze czterech punktów przestrzeni,
Pomóżcie mi, kapłani czarodzieje.
Przywołuję białą żmiję mgławicy, ja - czarodziej.
Niech przyjdzie olbrzym, który ma dziewięć matek,
I uczyni trzy próby, aby spętać wilka na wybrzeżach świata.
To zaskakujące, że Bóg ma czoło, usta, ma grotę, matkę!
Jest siedem grot i cztery wiązanki,
Biała żmija mgławicy
I cztery żywe gęsi, aby czcić mój obłęd,
To nie do wiary,
To że jest Bóg, to nie do wiary!

No responses yet

Pierwszy dzień nicości 2

Nowak Marcin

Moja błędna dusza w końcu odnalazła drogę,
drogę do wiecznego mroku, którego zewsząd pragnąłem.
I nareszcie to wszystko się skończy
skończą się życia udręki.

Mrok i cisza
to wszystko…
Mrok i cisza
to nicość!

Gdzie mrok, tam i cisza
Gdy mrok ogarnia duszę,
ogarnie ją również cisza.
Wszechogarniająca cisza.

Mrok i cisza
to wszystko…
Mrok i cisza
to nicość!

Gdy mrok ogarnia dusze,
traci ona z oczu horyzont życia.
Zaczyna bezsensowną egzystencję…
Egzystencję w nicości.

Słowa pełne głębi…
a nic nie znaczą.
Słowo szaleńca znaczy więcej,
niż zdanie mędrca.

Zmarł Król
niech żyje Król
i koniec opowieści

PS. “Life is just a dream…”

No responses yet

Zwłoki

Baudelaire Charles Pierre

Czy pomnisz, moja luba, cośmy to widzieli
W ów letni ranek tak strojny w promienie?
Na zakręcie drożyny trup się ścieli;
A łożem jemu żwir i kamienie.

Nogi wznosząc do góry, jak w rozpusty szale,
Ziejące jadem to ścierwo gorące
Otwierało cynicznie i niby niedbale
Brzuch swój, skąd biły wyziewy trujące.

Słońce ciskało żarem na ową zgniliznę,
Jakby w płomieniach zgotować ją chciało
I naturze dać stokroć zwiększoną spuściznę
Materii niegdyś włożonej w to ciało.

Niebo patrzało w szkielet, co z ciała wyzierał,
Jak na rozkwitły kwiat w słońca promieniu;
Smród zasię tak cuchnący stamtąd się wydzierał,
Żeś się zachwiała jakoby w zemdleniu.

Roje much nad tym brzuchem brzęczały zmurszałym,
Skąd wylegały wciąż czarne gromady
Robactwa płynącego potokiem zgęstniałym
Wzdłuż tych żyjących łachmanów szkarady.

Wszystko to się jak fala pięło, zstępowało
Lub się miotało iskrzące od słońca,
Rzekłbyś, że tchnieniem wiatru nadęte to ciało
Ożyło znowu mnożąc się bez końca.

I muzyka płynęła jakaś stamtąd gwarna,
Jak wiatr szumiący pośród liści drzewa
Lub jak ruchem rytmicznym kołysane ziarna,
Które rolnik w przetaku swym przesiewa.

Formy się rozpływały, były jak sen mglisty,
Jak na sztaludze w pracowni malarza
Szkic jeszcze nie skończony, by pamięć artysty
Niepewna z trudem tylko go odtwarza.

Za skałami ukrytej, niespokojnej suki
Wzrok w nas utkwiony spoglądał straszliwie,
Bo czekała tej chwili, kiedy cielska sztuki,
Rzucone teraz, znów pochwyci chciwie.

- A jednak będziesz do tej ohydy ponurej
I ty podobna i pełna zarazy,
O gwiazdo oczu moich, słońce mej natury,
Kochanie moje, Aniele bez zmazy!

Zaprawdę będziesz taką, o wdzięków królowo,
Gdy już ostatnie wziąwszy sakramenta,
Pod bujnym legniesz kwieciem i trawą grobową,
By gnić, gdzie kości kryje ziemia święta.

Mów natenczas robactwu, moja piękna, blada,
Gdy pocałunki będzie wyżerać ci w grobie,
Że ja miłości mojej, która się rozkłada,
Treść i kształt boski wiernie chowam w sobie!

No responses yet

Niemy

Grochowiak S.

Moja stopa pokrwawiona
Na Twe płótna śnieżnobiałe…
Tyle słów zostanie po nas,
Ile w wierszach wystękałem.

Moje usta poranione
Na twe plecy krągłokostne…
Tak jak wiatr - gdy wstrząśnie klonem -
Spadną świece wielkopostne.

Więc choć listkiem przefruniemy,
Więc choć drzewem wyrośniemy,
Nie wypowiem tego - niemy…
Niemy, Żono, i my - nie my.

No responses yet

dla niej będę żyć…

Krzempek Anna

DLA NIEJ BĘDĘ ŻYĆ…
-Babusi

Otwieram oczy
Ona nachyla się na de mną,
witając uśmiechem na twarzy.

Podaje śniadanie

Swymi zmęczonymi dłońmi
Uplata mój warkocz,
Każdego dnia,
Z taką wytrwałością…

Ja obserwuję promienie słońca,
odbijające się na murze sąsiada.

Łagodnym usposobieniem,
Zachęca do walki,
Do walki o radosne, szczęśliwe życie.

Minęło 20 lat.
a ja obcięłam włosy.

Ona odeszła
Ja jeszcze jestem.
Do zobaczenia,
Do zobaczenia, moja kochana Babciu.

No responses yet

« Newer Posts - Older Posts »