piszę do Ciebie bo
Czub Natalia
piszę do Ciebie bo
chcę Ci przypomnieć
że nie ważne gdzie jestem
obiecałeś być ze mną.
grób obok mojego
ciągle ktoś odwiedza
a ja leżę cichutko
i tylko obijam się o deski
piszę do Ciebie bo
chcę Ci przypomnieć
że nie ważne gdzie jestem
obiecałeś być ze mną.
grób obok mojego
ciągle ktoś odwiedza
a ja leżę cichutko
i tylko obijam się o deski
Idziesz ulicą,
zadartą głowę masz.
Mijasz się z policją,
śmiejesz się im prosto w twarz.
Kiwasz ramionami,
robisz honorową minę.
Wyróżniasz się między innymi osobami,
przełykasz głośni ślinę.
Ramieniem potrącasz przechodniego,
upadł na chodnik.
Nie robisz z tego nic wielkiego,
bo nierówny to dla ciebie osobnik.
Idziesz dumnie dalej,
głupio pod nosem podgwizdując.
Obok ciebie przejeżdża kolej,
obrzucasz ją spojrzeniem, wzdychając.
Wsiadasz do swojego cudownego auta,
ruszasz przed siebie.
O mały włos potrąciłbyś małego skauta,
nie obchodzi to ciebie.
Nagle zderzyłeś się z ciężarówką,
budzisz się w obcym miejscu.
Lecz nie leżysz pod kroplówką,
odczuwasz ciężar na sercu.
Zauważasz postać świetlistą,
wyciągasz do niej rękę.
Potem widzisz drugą… lecz ognistą,
już dawno wybrałeś jej osobę.
Zaczynasz się bać,
jak dziecko głośno płaczesz.
Postać pierwszą chcesz wybrać,
ale tak naprawdę nie możesz.
Ta druga przysłania cię,
swym ciemnym płaszczem.
Nie masz siły bronić się,
nie osłania cię przed deszczem.
Zasypiasz ponownie,
budzisz się pod czyjąmś bramą.
Ubrania masz pobrudzone,
myślisz - znów jestem sobą.
Idziesz powoli ulicą,
spuszczoną głowę masz.
Mijasz się z policją,
ogarnia cię strach.
Ledwo ruszasz nogami,
robisz smutną minę.
Wyróżniasz się między innymi osobami,
z przerażenia przełykasz ciężko ślinę.
Potrąca cię dumny przechodzień,
upadłeś na chodnik.
Milczysz, uciekasz w cień,
myślisz, co za wredny osobnik.
Obok ciebie przejeżdża kolej,
wyciągasz dziurawą sakiewkę.
Prędko potem biegniesz do niej,
przepuszczasz pierwszą bogatą dziewkę.
Siedzisz sam w przedziale,
inni omijają cię z obrzydzeniem.
Patrzą tylko na ciebie zuchwale,
a ty na nich z przerażeniem.
Niegdyś ty w ten sposób słabszych traktowałeś,
nie miałeś szacunku dla mniejszości.
Dopiero teraz swój błąd zrozumiałeś,
lecz życie nędzarza będziesz wiódł do samej starości.
B. T.
Czy kochasz słowa tak jak nieśmiały czarodziej kocha chwilę ciszy -
już po występie, kiedy jest sam w pustej szatni, w której
płonie smolistym, tłustym płomieniem żółta świeca?
Jaka miłość dozwoli ci pchnąć ciężką bramę, tak żebyś znowu
poczuł zapach tego drewna i rdzawy smak wody z archaicznej studni,
i żebyś raz jeszcze ujrzał wysoką gruszę, dumną matronę, która w jesieni
arystokratycznie oddawała nam swe doskonałe w kształcie owoce,
poczym niemo pogrążała się w rozpatrywaniu nieszczęść zimy.
Tuż obok dymił obojętny komin fabryki i milczało brzydkie miasto,
ale w ogrodach głęboko pod cegłami pracowała niestrudzona ziemia,
nasza czarna pamięć i przepastna spiżarnia umarłych, dobra ziemia.
Jakiej odwagi trzeba, żeby pchnąć ciężką bramę,
jakiej odwagi, żeby zobaczyć was wszystkich znowu
zebranych w jednym pokoju pod gotycką lampą -
mama nieuważnie czyta gazetę, ćmy uderzają o szybę,
nic się nie dzieje, nic, zaledwie wieczór, modlitwa; czekamy…
Tylko raz żyliśmy.
—
Czemu światem żądzi pieniądz i agresja,ide ulicą a obok mnie presja
teraz w morde za nic dostaniesz,pewnie już sam o ty wiesz
podejdą do ciebie takie śmiecie,co naw”"et kultury nie mają przy kobiecie
pieniądze i przemoc mają w głowie,upiją się za kradzież a potem leżą w rowie
odważnie czują się w grupie,ich działania są banalne i głupie
nagle jeden trafia pięścią w twarz,pyta czy kase masz
dla niego “nie” to odpowiedz zła,on myśli że kase każdy ma
nagle kieszenie masz wytrzepane,a na twarzy ciętą rane
strach ci uciec nie pozwala,a on dalej cię nawala
czy on zabić ma ochote,za tak małą flote
wkoncu pujść już musieli,jeden z drugim kasą się dzieli
spokuj wkoncu mam na duszy,lecz psychika mi się kruszy
wstać już wkoncu musiałem,bo przecież do domu iść miałem
nic nikomu nie mówiłem,przez dwie noce o tym śniłem
czemu tak musi być ,ja nie chce o takich rzeczach śnić
chce widzieć wsród ludzi miłość,a nie agresje i złość
chce by jak najlepszy był świat,by każdy był jak brat
więc przestańcie żyć agresją i złością,dajcie spokuj innym gością
to wam tylko życie psuje,a ja wierszem go ratuje
Mariusz Marciniak—-07.05.2003
Choć na niebie słońca już nie ma,
noc cicha wszędzie trwa,
serce gdzieś tam obok Twego serduszka,
gdzie delikatnie tulisz się w puch swego łóżka,
wciąż jest i mocno do snu przytula Cię,
przytula bo bardzo troszczy się…
I kocha z całych sił… Dopóki ja będę żył…