'Pies'

Legenda o Homerze

Gajcy Tadeusz

Na wzorzystym jarmarku, gdzie farby nierówne
korali i lusterek - tam
kupił drewniany instrument
pełen dzwoniących gam.

Lutnię podobno. Więc uczył
struny niezwykle cienkie
wielu łagodnych nutek
przejęty bólem i lękiem.

Na wybrzeżu, gdzie chudy chart
nozdrza podał ku górze i smyczę
ściągał twardo - on grał
i uciszał rośliny nieliczne.

Tańczyła sól. Wiatry krzepły,
ptaki zaczęły płonąć,
wielkie łodzie pękały jak miażdżone orzechy
i zsuwała się ziemia ku domom.

Ptak uderzył o wodę, gdzie Odys
wracał wsparty plecami o maszt,
a już wtedy płonęła młodość
i żałosny lament wśród miast.

Wrzask obłoków krążył nad głową,
falowało powietrze, kamień,
bursztyn w rzęsach sosen pionowo
spadał hucząc i trawy łamał.

Więc zatrzymał struny i przez
wybrzeże szedł o wyspach śniąc foczych;
tylko wiatr grał na smyczy, gdy pies
jak ster prowadził mu oczy.

No responses yet

ot-zobaczew

Białoszewski Miron

kręcenie piaskowej piechoty
sosny niejasne cienienia
bieg znagł will jak łani
i luz dnia
pociemkami ziemia puchnie
góra z kurzu podbicia podtentegowuje
pijak psem łe ! pies pijakiem łe ! łe !
szcz
ęk kolei koluszkowych
przelateja
reszta sztywna linia kondukto-
rzyc płci lamp Otwock - Sochaczew

No responses yet

Wspomnienie (DR)

Rak Dariusz

I…serca drżenie,
I…głosu czar,
I…to spojrzenie - nieśmiałe tak…
I…słodycz ust twoich,
I…dłoni znak,
I…chwila marzeń- przy tobie , tak…

A potem zmoru, zarwana noc,
I te amory - rozterek moc,
A jutro deszcz,pogoda zła,
Spocone szyby , w tym ty i ja…

I… znów marzenia, gdzieś szczeka pies,
I… deszcz już pada, już jesień jest,
Na zewnątrz wiatr melodię gra,
Spocone szyby w tym ty i ja.

No responses yet

Erotyk do rywala

Żuliński Leszek

Bohdanowi Urbankowskiemu -
autorowi “Erotyku do następcy”

Wiem, wiem: nie jesteś niczemu winien. A mim o to nienawidzę cię.
Kiedy rozchylasz jej usta - ja za twoimi drzwiam”"i stoję głodny.
Kiedy smakujesz jej łzy - ja przygryzam język, żeby nie krzyczeć.
Kiedy biegniesz do niej - ja jestem o włos szybszy. Ale ty zwyciężasz.
Kiedy głaszczesz jej włosy - to ja prowadzę ci rękę.
Kiedy wspinasz się na nią - ja tłukę pięściami w wysoką ścianę płaczu.
Kiedy masz jej dosyć - ja stoję za twoimi plecami i czekam.
Kiedy krzyczysz na nią - uważaj! Mogę ci skoczyć do gardła jak pies.

Z tomu “Przechodzień z Efezu”, Wydawnictwo Literackie 1979

No responses yet

Wino Mordercy

Baudelaire Charles Pierre

Jam wolny, żona ma zabita!
Teraz już mogę pić bez przerwy.
Jej krzyk mi rozszarpywał nerwy,
Kiedy wracałem bez grosika.

Jak król szczęśliwy jestem wreszcie!
“”
Powietrze czyste, niebo piękne…
Lato podobnym tchnęło wdziękiem,
Gdym się zakochał w tej niewieście!

Żeby ugasić żar pragnienia,
Musiałbym wypić wina tyle,
Ile się zmieści w jej mogile,
A to nie fraszka bez wątpienia!

Zabiłem żonę moją, potem
Do mrocznej studni ją wrzuciłem,
Głazami trupa przytroczyłem,
Gdy zdołam, to zapomnę o tem!

W imię czułego przyrzeczenia,
Że nas rozłączyć nic nie może,
By się pogodzić z nią, jak w porze
Dni czarodziejskich upojenia,

O schadzkę żonę ubłagałem
Wieczorem na ulicy ciemnej.
Przyszło szalone to stworzenie!
Wszyscyśmy trochę tknięci szałem!

Dość urodziwa jeszcze była,
Choć już zniszczona. Zbyt kochałem,
Dlatego właśnie powiedziałem:
“Precz z tego życia, moja miła!”

Jakiż mnie głupi pijaczyna
Zrozumie? Czy ktoś myślał o tem
Wśród nocy chorej i samotnej,
Żeby uczynić całun z wina?

Hołota podła, otępiała,
Zimna jak żelazne maszyny,
Ani wśród lata, ni wśród zimy
Nigdy miłości nie zaznała.

Z czarnymi oczarowaniami,
Z orszakiem piekieł i zazdrości,
Z szczękiem łańcucha, z trzaskiem kości,
Z flakonem jadu i z jej łzami!

Więc jestem wolny i samotny!
Upiję się do zatracenia!
Obce wyrzuty mi sumienia!
Na ziemię rzucę się wilgotną

I będę spał jak pies bezdomny!
Być może wóz naładowany
Śmieciami albo kamieniami
Lub wagon wściekły i ogromny

Rozwali grzeszne moje czoło
I moje ciało przepołowi,
Ale ja na to gwiżdżę sobie,
Kpię z Diabła i z Pańskiego Stołu!

No responses yet

« Newer Posts - Older Posts »