'Stoi'

Bohater

Baczyński Krzysztof Kamil

On w wielości stoi pośród rzeczy,
które rosną w potwornej przemianie,
pośród roślin przezroczystych mieczy,
pośród zwierząt, ludzi, a poznanie
będzie obce mu, by trudniej było
wielość formy połączyć w miłość.

Więc się mienić będą i brunatnieć
w złotych formach dojrzałe oczy,
to obłoki będą dnem się toczyć,
dnem tych spojrzeń, by nie było łatwiej
snów od ludzi, kamieni od rąk
porozróżnić, a gradu od trąb.

A ten, który przeciw niemu zawoła
o swej sile i wstrząśnie owadem
wszechmałości - przejdzie w apostoła,
przemartwiały swej słabości jadem,
i ze strachu potęgę głoszący
w pięści zmienić chce gwiazdy i słońce.

On w wielości stoi. Wśród kaskady
tryskającej mleczem i tonami,
a nie spadnie, choć poryty gradem,
i nie wiedząc, gdzie koniec - nie skłamie.
Ani w bojach zjednoczy się w ogień,
ani w ludziach nie przystanie - z trwogi.

I nie wiedząc - choć otchłań zobaczy,
i nie wierząc w wiarę, która depcze,
czuciem światła łącząc przez powietrze
tak gwiazdami i łzami zapłacze.
Ręce prosto kładąc w tęczę tonu
sklepi ziemię z niebem na kształt domu
Będzie człowiek w ludziach, zieleń w ziemi
nad wiekami trwający ciemnemi.

28.I 42r

No responses yet

Jak najdalej stąd

Granat Piotr

Idąc wśród mroku nienawiści przez pustkowia,
wyjżę spod załzawionych powiek,
zobaczę że gdzieś tam stoi moja druga połowa,
która nie wygląda jak człowiek.

Woła mnie do siebie, zebym poszedł za nią,
bezinteresownym, uwodzącym głosem,
więc czym prędzej ruszam za tajemniczą panią.
Niech ktos mnie zatrzyma! Proszę…

Puste przyrzeczenie, że wszystko będzie dobrze,
i nareszcie odejdą me problemy.
Idę po ciemnym tunelu, ona patrzy na mnie szczodrze,
przecie wszyscy kiedys zginiemy…

Jasne, ciepłe światełko przede mną świeci,
chwila zastanowienia…
Czym prędzej wbiegam w oślepiającą kule śmierci…
Nie ma odwrotu, koniec bólu i cierpienia…

Mój czas sie skończył… dowidzenia…

No responses yet

Poranek lipcowy

Brzechwa Jan

Tu jest świat i tam jest świat -
Gdybym nie miał moich lat,
Latom moim byłbym rad.

Po suficie pełza cień:
Gdy się mądrzej wpatrzeć weń,
Już wiadomo, że to dzień.

Wczoraj przyszłaś pierwszy raz:
Księżyc świecił - księżyc zgasł,
I już dziś jest dwoje nas.

Dzień lipcowy w słońcu brnie,
Nawołując tylko mnie:
Ja się śmieję, a ty nie.

Tym jest obca twoja twarz,
Że zamknięte oczy masz:
Spojrzyj na mnie - czy mnie znasz?

W kącie stoi stary stół,
Pochylony cały w dół -
Siądźmy przy nim, by nas czuł.

W drugim kącie stoi piec -
Jak tu w lipcu pieca strzec?
Gdzie go podziać? Co mu rzec?

W trzecim kącie siedzi mysz,
I spogląda czujnie wzwyż -
Ja cię budzę, a ty śpisz.

W czwartym kącie leży kurz,
A na kurzu ślad i nóż -
Ktoś tu przedtem bywał już.

No responses yet

Nierealna Miłość

Kubieniec Katarzyna

Stoisz na wzgórzu, prózno czegos wypatrujesz
widzisz jedynie na dole mase róznych ludzi,
ślepo wierzysz, ze ktos uczucia twe wzbudzi,
chcesz pokazac sobie, ze i ty kochac umiesz
Lecz wlasnie, kochac ,ale kogo?
Kto wart tak wielkiej milosci?
trudno uciekac sie do losu opatrznosci,
Nawet liczni bogowie zmienic nic nie moga.
Ty szukasz idealu, niewinnej kobiecosci,
Trwoniac cenny czas umierasz z tesknoty,
Czy to romantyk czy okaz tepoty,
Kolo niego ktos kto kocha a on szuka w nicosci.
Tak, stoi kolo niego pewna dziewczyna
Lecz zbyt zwyczajna, pospolita jak na takie progi,
Zdejmij aureolę i pokaż swe rogi,
Ona nadal wierzy ze to ona-ta jedyna
On jednak nie widzi, widziec nie umie,
zadaje jej jakby nozem ciosy w plecy,
Zdmuchuje promyk milosci ze swiecy
Szuka jakiejs nimfy w zwyklym ,ludzkim tlumie
I JA zwyczajna kobieta lzy z oczu doje,
kocham cie na zabój ty slepy fanatyku,
czego szukasz nieziemskiego chory romantyku,
Popatrz mi w oczy , spojrzenia sie nie boje,
Popatrz i zobacz te fale pozadania,
pozadania milosci, spontanicznych pocalunków,
prawdziwy mezczyzna nie ma dosc tych trunków,
Przy tym uczuciu niczym twoja mania,
Spójrz jeszcze raz i powiedz ze nie kochasz,
jesli tak, to zapomnij ze szczescie wezmie cie w objecia,
omijasz go na codzien, choc nie masz o tym pojecia,
wydaje ci sie, zes samotny i w bólu serca szlochasz,
Zapomnij choc troche o tym swiecie bezludnym,
pokochaj to co jest ci z racji bytu dane,
wszystko masz niemal na tacy podane,
zapomnij kochany, o tym swiecie zludnym.
W mym oku zalsnila zrezygnowana lza,
nie czuje nic, bo uczuc juz szkoda,
cala ma wiare pochlonela woda,
to ja cie kocham,ta glupia to ja.

No responses yet

Dysonans

Poświatowska Halina

świat jest tak mały
świat ma tylko dwa piętra
na wyższym jesteś ty
oddychasz ciężko
obok stoi wieczność
ciemna

mozolnie po schodach
idę w białej koszuli
ocieram usta
ciepłą wilgotną ręką
zakrywam usta
za mną
idzie wieczność
obydwie
stajemy pod twoimi drzwiami

z czołem opartym
bezgłos
jak rozpięty na strunie krzyk
łapczywie chwytamy oddech
liczymy raz… dwa… trzy…

świat ma tylko dwa piętra
tylko dwa
nieduże
z krążącymi gwiazdami świat
—————-
dlaczego tak trudno umrzeć?

No responses yet

Older Posts »