Szynter Aneta
Idziesz ulicą,
zadartą głowę masz.
Mijasz się z policją,
śmiejesz się im prosto w twarz.
Kiwasz ramionami,
robisz honorową minę.
Wyróżniasz się między innymi osobami,
przełykasz głośni ślinę.
Ramieniem potrącasz przechodniego,
upadł na chodnik.
Nie robisz z tego nic wielkiego,
bo nierówny to dla ciebie osobnik.
Idziesz dumnie dalej,
głupio pod nosem podgwizdując.
Obok ciebie przejeżdża kolej,
obrzucasz ją spojrzeniem, wzdychając.
Wsiadasz do swojego cudownego auta,
ruszasz przed siebie.
O mały włos potrąciłbyś małego skauta,
nie obchodzi to ciebie.
Nagle zderzyłeś się z ciężarówką,
budzisz się w obcym miejscu.
Lecz nie leżysz pod kroplówką,
odczuwasz ciężar na sercu.
Zauważasz postać świetlistą,
wyciągasz do niej rękę.
Potem widzisz drugą… lecz ognistą,
już dawno wybrałeś jej osobę.
Zaczynasz się bać,
jak dziecko głośno płaczesz.
Postać pierwszą chcesz wybrać,
ale tak naprawdę nie możesz.
Ta druga przysłania cię,
swym ciemnym płaszczem.
Nie masz siły bronić się,
nie osłania cię przed deszczem.
Zasypiasz ponownie,
budzisz się pod czyjąmś bramą.
Ubrania masz pobrudzone,
myślisz - znów jestem sobą.
Idziesz powoli ulicą,
spuszczoną głowę masz.
Mijasz się z policją,
ogarnia cię strach.
Ledwo ruszasz nogami,
robisz smutną minę.
Wyróżniasz się między innymi osobami,
z przerażenia przełykasz ciężko ślinę.
Potrąca cię dumny przechodzień,
upadłeś na chodnik.
Milczysz, uciekasz w cień,
myślisz, co za wredny osobnik.
Obok ciebie przejeżdża kolej,
wyciągasz dziurawą sakiewkę.
Prędko potem biegniesz do niej,
przepuszczasz pierwszą bogatą dziewkę.
Siedzisz sam w przedziale,
inni omijają cię z obrzydzeniem.
Patrzą tylko na ciebie zuchwale,
a ty na nich z przerażeniem.
Niegdyś ty w ten sposób słabszych traktowałeś,
nie miałeś szacunku dla mniejszości.
Dopiero teraz swój błąd zrozumiałeś,
lecz życie nędzarza będziesz wiódł do samej starości.
Tags: Masz, Nagle, Nic, Obok, Pod, Prosto, Strach, Tego, Teraz, Ty, Za